- Polacy wypędzeni z ziem wcielonych
- Deportacje Żydów do powiatu buskiego 1939-1941
- Wysiedlenia Żydów do obozów zagłady
Niemieckie plany rozszerzenia własnej przestrzeni życiowej, tzw. Lebensraumu, poprzez aneksję i germanizację obszaru Europy Środkowo-Wschodniej zostały określone m.in. w “Generalnym Planie Wschód”. Innym złowieszczym dokumentem na użytek bezpośredniej implementacji przez aparat państwowy III Rzeszy był memoriał “Kwestia traktowania ludności byłych terenów polskich według kryteriów polityki rasowej”1.
Założeniem polityki ludnościowej Niemiec na terenach wcielonych do Rzeszy było pozbycie się stamtąd jak największej liczby Polaków i Żydów, m.in. poprzez wysiedlenie ich do obszaru utworzonego w październiku 1939 r. Generalnego Gubernatorstwa.
Zadanie nadzoru nad wysiedleniem “niepożądanych” i osiedleniem w ich miejsce obywateli Rzeszy i Niemców z zagranicy Hitler powierzył Reichsführerowi Himmlerowi.
Pierwsza fala deportacji z ziem wcielonych do GG nastąpiła w grudniu 1939 r. Do 17 grudnia 1939 r. przesiedlono ponad 80 tys. osób. Kolejne wysiedlenia miały miejsce w lutym-marcu 1940 r. i od stycznia do marca 1941 r. Do dnia 16 marca 1941 r. przesiedlono 364 665 osób, w tym większość z Kraju Warty.
Polacy wypędzeni z ziem wcielonych
Po agresji na Polskę, Niemcy włączyli do terytorium Rzeszy obszar Wielkopolski, Pomorza, Kujaw, zachodniej i północnej części Mazowsza, ziemi łódzkiej i Śląska z Zagłębiem Dąbrowskim i stamtąd wypędzona miała być ludność polska.
W pierwszych planach, zaakceptowanych przez Himmlera na początku listopada 1939 r., mowa była o ewakuacji miliona Polaków i Żydów w terminie do końca lutego 1940 roku2. Odpowiadało to jednemu z imperatywów, zawartych we wspomnianych dokumentach, tj. bezwzględne usunięcie wszystkich niemożliwych do zniemczenia elementów z ziem uznanych za niemieckie lub przewidzianych do zgermanizowania. Wysiedlenia ludności polskiej i ograbienie ze wszystkiego były jedną z metod jej wyniszczenia3.
Zaraz po wrześniu 1939 roku przystąpiono do masowego wypędzania ludności polskiej do Generalnego Gubernatorstwa. Po pierwszej fali wypędzenia, inicjowanego przez władze lokalne, nastąpiły (od początku 1940 roku) wysiedlenia planowe, koordynowane przez władze centralne III Rzeszy.
Wypędzeni ze swych domów mogli zabrać ze sobą tylko bagaż ręczny i żywność wystarczającą na kilka dni. Najpierw kierowano ich do obozów przesiedleńczych, a następnie wywożono do GG specjalnymi pociągami, konwojowanymi przez policję. W sposób niezwykle brutalny przeprowadzane były wysiedlenia do GG z Wielkopolski, stanowiącej część tzw. Kraju Warty4. Zdarzało się, że zaplombowane wagony z Polakami stały na bocznym torze przez tydzień i dłużej. Stłoczeni, nierzadko po 85 osób w wagonie, pozbawieni wszelkiej pomocy oczekiwali na wybawienie lub śmierć. Gdy zostali uwolnieni z wagonów, ich przetrwanie zależało od szybkiej i sprawnej pomocy. Pilnie potrzebne były kwatery i wyżywienie.
Transporty przysłane na Kielecczyznę kierowane były do poszczególnych powiatów i rozdzielane na wyznaczone gminy. Obcy ludzie, bez środków do życia, kwaterowani byli w chłopskich chatach, gdzie i tak już panowała ciasnota i bieda. Generowało to konflikty, a atomizowane lokalne społeczności łatwiej mogły być kontrolowane przez niemieckich okupantów5. Pewna liczba osób była lokowana na dworach ziemiańskich6.
Kierownik Wydziału Administracji Wewnętrznej w urzędzie Szefa Dystryktu Radom, Friedrich Egen7, pismem z 13.01.1941 r. zawiadomił starostę buskiego, Wilhelma Schäfera, że z 62 tysięcy wysiedleńców polskich, kierowanych do dystryktu radomskiego, mają być przydzielone 4 tysiące do powiatu buskiego. Planowano ich transport koleją do Jędrzejowa, a następnie koleją wąskotorową do Chmielnika. Egen zalecał przygotowanie się na przyjęcie transportów i złożenie wniosków w radomskim urzędzie o przydział dodatkowej żywności.
Na tę wiadomość Schäfer zlecił swoim pracownikom sporządzenie planu rozlokowania wypędzonych na poszczególne gminy. Opracowany plan uwzględniał liczbę mieszkańców, liczbę gospodarstw rolnych, liczbę ulokowanych wcześniej wypędzonych narodowości polskiej i żydowskiej. Deportowanych zamierzono skierować do gmin: 350 – Pacanów, po 250 – Chroberz, Oględów i Złota, po 200 – Chotel, Góry i Szaniec, po 150 – Gnojno, Grotniki, Kliszów, Łubnice, Pawłów, Tuczępy, Wolica, Wójcza, Zagość, po 100 – Chmielnik, Kurozwęki, Pińczów i Radzanów. Miasto Busko pominięto8.
Pomocy wysiedlonym – doraźnej, zaraz po ich przybyciu, a następnie przez cały okres okupacji udzielali w powiecie buskim “Caritas”, Polski Komitet Opiekuńczy (struktura RGO) oraz duchowni w swoich plebaniach9.
Polacy wypędzeni z ziem wcielonych, przede wszystkim z Wielkopolski, przybywali do Buska także innymi drogami – z miejscowości, do których zawiodły ich transporty kierowane do Generalnego Gubernatorstwa.
Deportacje Żydów do powiatu buskiego 1939-1941
Szacuje się, że wśród ludności przesiedlanej z ziem wcielonych na tereny Generalnego Gubernatorstwa w latach 1939-1941 było 80-90 tys. Żydów10. Z grupy Żydów wysiedlonych do GG w grudniu 1939 r. skierowano około 4 tysięcy do dystryktu radomskiego11.
Rok 1939
Przeprowadzenie wysiedleń Żydów zlecono policji. Terminy i liczebność transportów ustalał Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy w Berlinie. Gubernatorzy dystryktów pozostawiali starostom decyzje, jak rozczłonkować w powiatach przybywające transporty. Do przyjęcia wysiedlonych i zaopiekowania się nimi starostowie zobowiązywali miejscowe społeczności żydowskie (Judenraty), udzielając ze swej strony niewielkiego tylko wsparcia. Tak było też w powiecie buskim.
Deportowani przybywali bez mienia, tylko z najpotrzebniejszymi rzeczami i bez środków do życia12. Kierowanie ich do skupisk żydowskich powodowało drastyczne pogorszenie warunków mieszkaniowych tamże, jeszcze większy niedostatek żywności i środków higienicznych. W konsekwencji wybuchały ogniska chorób zakaźnych, najczęściej tyfusu.
Na początku grudnia 1939 r., kierownik Urzędu Szefa Dystryktu Radom, Gottfried Krummacher, poinformował starostę buskiego, Wilhelma Schäfera, o planowanym rozdziale transportów Żydów i Polaków, wypędzonych (Aufteilung der Vertriebenentransporte) z “Polski zachodniej” do poszczególnych powiatów dystryktu radomskiego. Do powiatu buskiego trafić miało 1000 osób13.
Rok 1940
Okupacyjne władze dystryktu radomskiego zarządziły z początkiem grudnia 1940 r. wysiedlenie z Radomia 2000 Żydów do powiatów buskiego i opatowskiego. Zobowiązano żydowską Naczelną Radę Starszych (NRS)14 do wytypowania osób do wysiedlenia. NRS umieściła na żądanej przez Niemców liście osoby przybyłe wcześniej do Radomia (uchodźcy), ludzi bez określonego zajęcia, niechcianych w mieście. Rada Starszych posłużyła się kartoteką ludzi korzystających z pomocy socjalnej, w większości zatem miejskiej biedoty żydowskiej.
Po skompletowaniu listy, przewodniczący NRS, Józef Diament, wezwał osoby zobowiązane do wyjazdu (plakat poniżej), by stawiły się w wyznaczonych miejscach i czasie. Wezwanie zawierało także powtórzoną za Niemcami przestrogę, że opieranie się będzie surowo karane.

Dwa transporty kolejowe z Żydami z Radomia przyjechały przez Jędrzejów do Chmielnika w dniach 4 i 5 grudnia 1940 r. Łączną liczbę ok. 1500 osób rozdzielono na mniejsze grupy i skierowano do Kurozwęk, Piotrkowic, Szydłowa i Pacanowa oraz (przez Busko) do Wiślicy, Nowego Korczyna (250 osób), Oleśnicy, Solca i Stopnicy (360 osób)15.
Wkrótce potem przybyła do Chmielnika delegacja Naczelnej Rady Starszych. Po naradzie z tamtejszym Judenratem zdecydowano o zaopatrzeniu przesiedleńców w zapomogi pieniężne w wysokości 20 do 40 złotych. Zorganizowano też dom noclegowy dla przyjezdnych16.
Żydom przysłanym do Wiślicy urządzono kwaterę w obszernym, od dawna nieużywanym bejt midrasz17.
Starosta buski, Schäfer, meldował do Krakowa 11 stycznia 1941 r., że żydowskie rady starszych nie posiadały wystarczających środków finansowych na utrzymanie wysiedlonych, co powodowało obciążenie gmin i Związku Gmin w powiecie18. Postulował, aby powiaty, które pozbyły się Żydów przekazywały część przychodów z danin (tzw. Einwohnerabgabe) tym powiatom, do których wysłano transporty z Żydami19.
Raport Stefana Sobocińskiego, pracownika wydziału spraw socjalnych w starostwie powiatowym w Busku, z 10 grudnia 1940 roku o przyjęciu i rozdziale transportów Żydów z Radomia20.
1. Na polecenie wydziału III starostwa powiatowego w Busku udałem się 4 grudnia 1940 roku do Chmielnika. Po moim przybyciu odwiedziłem miejsca wydawania posiłków i zakwaterowania. Stwierdziłem, że wszystko było przygotowane. Kuchnia urządzona jest czysto i porządnie. Są tam trzy duże kotły wbudowane z niewielkim paleniskiem, spiżarnia, zmywalnia naczyń, jadalnia i pomieszczenie biurowe. Przygotowano wystarczająco dużo ciepłego jedzenia i 200 g chleba na głowę. Przybyszów zakwaterowano na 20 kwaterach zbiorowych, które są wystarczająco zaopatrzone w słomę. Różne kwatery przyjmowały od 10 do 40 osób. W czterech większych pomieszczeniach umieszczono 60, 70, 100 i 125 osób.
2. O godzinie 19:50 przyjechał pierwszy pociąg na boczny tor przy nowej szkole. Na miejscu była żandarmeria i policja. Gmina wiejska Chmielnik dostarczyła furmanki do transportu bagaży. Rada Starszych w Chmielniku zebrała młodzież żydowską, która, wyposażona w numery porządkowe, zaprowadziła grupy do przyznanych kwater. Dzieci i osoby słabowite przewieziono wozami. Po mniej więcej trzech kwadransach pociąg był rozładowany i oddalony. Wtedy przybył drugi pociąg. Po odesłaniu osób, które przybyły pierwszym pociągiem, w ten sam sposób opróżniono drugi pociąg, a ludzie zostali odtransportowani do wyznaczonych miejsc.
3. Transport do wyznaczonych gmin miał miejsce 5 grudnia 1940 roku. Na godzinę 8:00 z rana przyjechały furmanki na Mały Rynek w Chmielniku. Od godziny 10:30 rozpoczęto załadowywanie i odjazd, co trwało mniej więcej do godziny 15:00. Przewidziano, że dnia 5 grudnia przyjmą u siebie: gmina Wiślica 150 osób, Szydłów 100, Kurozwęki 50 i Nowy Korczyn 250 osób. Ponieważ spośród osób przyporządkowanych do Nowego Korczyna wstrzymano z różnych przyczyn 6 rodzin, niemożliwe było skompletowanie grupy, bo wszystko się skryło, aby tylko zostać w Chmielniku, Odjechały tylko 223 osoby. Rada Starszych otrzymała polecenie, aby po zgromadzeniu osób brakujących bezwarunkowo wysłać je do gmin.
4. Drugi transport utknął po drodze 5 grudnia 1940 roku i mógł wyruszyć z Kielc dopiero o godzinie 17:36. Dlatego dotarł do Chmielnika dopiero o północy. Rozładowanie pociągu i zakwaterowanie ludzi przebiegło bezproblemowo i szybko. Przydzielona do Pacanowa grupa 150 osób, która natychmiast miała być transportowana koleją bez wysiadania w Chmielniku, musiała pozostać w Chmielniku, przez co większe było obłożenie kwater. Kierownik transportu oświadczył że otrzymał rozkaz, aby cały transport dostarczyć do Chmielnika i że nic nie można było tu poczynić. Po zawiadomieniu przeze mnie o tym zdarzeniu starostwa w Busku zlecono gminie Pacanów odebranie tej grupy furmankami w dniu 7 grudnia rano. Z tego, czego dowiedziałem się w rozmowie telefonicznej z Radą Starszych w Chmielniku, do Pacanowa odtransportowano jedynie 78 osób zamiast 150. Dowiedziałem się ponadto, że zapewniono nakarmienie transportu po drodze w Busku. Transporty do Wiślicy, Nowego Korczyna, Stopnicy i Oleśnicy zostały również zaprowiantowane w trakcie przejazdu przez Busko.
5. Ogólnie, przyjęcie i rozdzielenie transportów przeprowadzono bezproblemowo i bez komplikacji. Przyczyniła się do tego znacznie Rada Starszych w Chmielniku, spełniając polecenia ze starostwa i organizując wszystko wzorowo. Poza lekkimi zachorowaniami, spowodowanymi długą podróżą i warunkami pogodowymi, nie stwierdzono czegoś szczególnego.
6. Jedynym, godnym odnotowania jest wrażenie, jakie robią ewakuowani, przysłani jako ciężar dla powiatu. Jest to element składający się z biedy i nędzy, kryminaliści i publiczne dziwki, brudni i obdarci. Nie bez przesady powiedzieć można – szumowiny, jakie trudno byłoby gdziekolwiek znaleźć. Już tu na miejscu można przewidzieć, że element ten, rozmieszczony wśród ludności powiatu, będzie ciężarem dla administracji w utrzymaniu porządku i stanu zdrowia. Byłoby więc w interesie ogółu, by możliwie zapobiec powtórzeniu się takich przypadków w przyszłości. Ponieważ w razie wybuchu epidemii, której należy się obawiać, zagrożona będzie cała ludność powiatu, także Niemcy.
PS: Jak doniesiono później z Chmielnika, wysłano kobietę ciężarną do szpitala w Stopnicy.
Rok 1941
W lutym i marcu 1941 r. deportowano do dystryktu radomskiego ok. 10 tys. Żydów z Płocka21. Przeszli oni przez obóz koncentracyjny w Działdowie (KL Soldau)22.
Z tej grupy przybył 24 lutego 1941 r. na stację kolei wąskotorowej w Chmielniku transport 966 osób, w tym 357 dzieci i 76 osób starszych. Przyjechali bez bagażu i bez żadnych środków do życia. Z tysiąca osób wyekspediowanych z Działdowa cztery osoby zmarły w drodze z powodu wycieńczenia. Fatalny był stan zdrowia przybyszów. Wielu z nich miało poważne obrażenia ciała (głównie rany od uderzeń); większość z nich chorowało na grypę, anginę, zapalenie płuc, zapalenie nerek. Cierpieli także na rozstrój nerwowy.



Żydowski Komitet Opiekuńczy Powiatowy (KOP)23 skierował 400 osób do Chmielnika, 200 do 250 do Stopnicy, po 150 do Szydłowa i Wiślicy, 50 do Oleśnicy24. Nie skierowano wtedy wychodźców do Nowego Korczyna i Pacanowa z powodu panującej tam epidemii tyfusu25. Pozostali zostali skierowani czasowo do Buska na nocleg i posiłek. Nikt z przysłanych Żydów nie trafił na dłuższy czas do Buska. Można założyć, że tak jak szef dystryktu Lasch usunął wielu Żydów z Radomia, tak starosta Schäfer mógł nie chcieć ich w Busku26.
Przewodniczący buskiego KOP-u prosił telefonicznie krakowskie Prezydium ŻSS o większą pomoc doraźną, ponieważ nie posiadali środków, by przyjść wysiedleńcom z należytą pomocą. Potrzebowali pilnie koców i bielizny. Prezydium mogło tylko pomóc, wysyłając sienniki i gotówkę. Sugerowali zwrócić się do starosty powiatowego.
Żydów przysłanych do Stopnicy zakwaterowano w dwóch domach modlitwy. W każdym pomieszczeniu nocowało 40 osób, część tylko na piętrowych łóżkach, pozostali na podłodze. Warunki sanitarne były bardzo złe. Brakowało leków dla chorych. W Stopnicy przebywała już pewna liczba Żydów, którzy uszli z Łodzi. Byli oni zakwaterowani w kramach (budach), w których otworzyli sklepy i zakłady rzemieślnicze27. Rachel Assia Gerber (ur. 1927) wspominała po latach, że jej 7-osobowa rodzina otrzymała do zamieszkania jedną izbę, w której wcześniej był mały sklep. Po jego zaadoptowaniu i wstawieniu łóżek piętrowych mieszkali tam od grudnia 1940 do jesieni 1942 r28.
Także w Pacanowie wysiedleńcy otrzymali zakwaterowanie w budach i domkach letnich.
Delegatura KOP-u w Wiślicy zorganizowała kuchnię ludową i niezbędne zakwaterowanie. Okoliczni polscy ziemianie wsparli wówczas Żydów w Wiślicy dostawą żywności i drewna opałowego.
Ulokowani w Szydłowie Żydzi z Płocka i Łodzi uskarżali się w Prezydium ŻSS w Krakowie na bardzo złe warunki bytowe, brak zrozumienia dla ich sytuacji i brak należytej pomocy ze strony przewodniczącego delegatury szydłowskiej KOP-u, L. Koralnika. Wręcz oskarżali go o malwersacje. Przewodniczącemu buskiego KOP-u, Nadlerowi, zarzucali bezczynność w ich sprawie. Na wezwanie ze strony Prezydium ŻSS, Nadler zaznajomił się z sytuacją w Szydłowie. W raporcie przesłanym do Krakowa określił zarzuty wobec Koralnika jako nieuzasadnione, a położenie wysiedleńców w Szydłowie ocenił jako względnie dobre. Informował nadto, że niebawem zostanie tam uruchomiona kuchnia ludowa i że delegatura szydłowska otrzymała już na ten cel środki od starostwa powiatowego29.
Wysiedlenia Żydów do obozów zagłady
“Kwestia żydowska” musi być rozwiązana w czasie wojny” – pisał Franz Rademacher, kierownik “referatu żydowskiego” w Ministerstwie Spraw Zagranicznych III Rzeszy – bo tylko tak może być załatwiona, bez powszechnej wrzawy w świecie”. Domniemywa się, bo dowodów pisanych brak, że Hitler podjął jesienią 1941 r. decyzję o wyniszczeniu Żydów europejskich30.
Gdy gubernator Frank dopytywał się w Berlinie, co wydarzy się z Żydami, miał usłyszeć w odpowiedzi – i to powtórzył swoim podwładnym w Krakowie na naradzie 16.12.1941 r.: ”Sami ich zlikwidujcie !”. Podczas tej samej narady oświadczył wobec zebranych: “Moi panowie, muszę was prosić, byście uzbroili się przeciw wszelkim odruchom litości. Musimy zniszczyć Żydów, gdziekolwiek na nich napotkamy i gdzie tylko jest to możliwe, aby zachować ogólną strukturę Rzeszy”31.
Decyzja o ostatecznym unicestwieniu ludności żydowskiej na obszarach Europy, objętych okupacją niemiecką zapadła w dniu 20 stycznia 1942 roku podczas konferencji przedstawicieli rządu III Rzeszy, SS i Policji (tzw. Konferencja Wannsee). Program zagłady przedstawił prowadzący konferencję SS-Gruppenführer Reinhard Heydrich, szef Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA). Wśród uczestników konferencji był oddelegowany przez gubernatora Franka sekretarz stanu w “rządzie” GG, Josef Bühler.
Reichsführer SS Heinrich Himmler uczynił Odilo Globocnika, dowódcę SS i Policji w dystrykcie lubelskim, jednym z głównych odpowiedzialnych za zagładę Żydów w Generalnym Gubernatorstwie. Jemu powierzył nadzór nad budową obozów zagłady i współudział w wysyłaniu Żydów do tych obozów. Przygotowania trwały już od jesieni 1941 roku32.
Dnia 18 czerwca 1942 r. odbyła się w Krakowie narada “rządu” GG. Przy udziale Franka, Bühlera, Krügera i przedstawicieli pięciu dystryktów omawiano przygotowania do totalnej zagłady Żydów. Dystrykt radomski reprezentowany był przez zastępcę szefa urzędu, Alfonsa Oswalda.
Himmler rozkazem, wydanym dnia 19 lipca 1942 roku po spotkaniu z Globocnikiem w Lublinie, a skierowanym do dowódcy SS i Policji w GG, Wilhelma Krügera, ustalił ostateczny termin zakończenia akcji “wysiedlania” na zagładę, określanej jako “Aktion Reinhardt”, na dzień 31 grudnia 1942 roku33.
Dla usprawnienia planowanych transportów do obozów zagłady Niemcy prowadzili od wiosny do jesieni 1942 r. na terytorium Generalnego Gubernatorstwa tzw. akcję przesiedleńczo-skupieniową. Polegała ona na transferze Żydów z małych miasteczek, wsi i osad do miejscowości posiadających połączenia kolejowe lub położonych przy ważniejszych szlakach drogowych. W każdym powiecie wyznaczono kilka takich skupisk. Przesiedlenia przeprowadzała administracja cywilna szczebla powiatowego. Na krótko przed rozpoczęciem “akcji Reinhardt”, czyniły to już tylko policyjne komanda likwidacyjne. Przesiedleniom towarzyszyły terror, ograbianie z dobytku, ofiary ludzkie. W wyniku takich przymusowych transferów ludności żydowskiej drastycznie pogorszyły się i tak już złe warunki mieszkaniowe, sanitarne i aprowizacyjne w przeludnionych gettach.
W powiecie buskim ludność żydowską skupiano w Chmielniku, Pacanowie i Stopnicy. Akcję przeprowadzono dopiero na kilka dni przed likwidacją gett i deportacją do obozów zagłady.
Tuż przed rozpoczęciem deportacji (sierpień 1942), gubernator radomski Kundt zwołał “konferencję wysiedleńczą” dla starostów powiatowych i oficjalnie powiadomił ich o zamierzonym wysiedleniu Żydów z dystryktu. W ramach uzgodnionych przygotowań, nastąpiła zaraz po naradzie ożywiona korespondencja między starostami i regionalnymi placówkami policyjnymi34. Postanowiono wyłączyć z deportacji pewną część społeczności żydowskiej i skierować do fabryk zbrojeniowych. Niemal we wszystkich miasteczkach powiatu buskiego, na kilka dni przed wysiedleniem lub w dniu wysiedlenia, wyselekcjonowano grupy mężczyzn i kobiet zdolnych do pracy, które zostały wywiezione – do przyfabrycznych obozów, głównie do zakładów Hasag w Skarżysku-Kamiennej.
Do likwidowania gett w dystrykcie radomskim Niemcy przystąpili w sierpniu 1942 r., angażując wszystkie dostępne jednostki policji bezpieczeństwa, żandarmerii, jednostki Waffen-SS, żandarmerię wojskową oraz administrację cywilną.
Przed akcjami wysiedleńczymi w poszczególnych miejscowościach zwoływane były narady operacyjne. Obok przedstawicieli formacji policyjnych uczestniczyli w nich urzędnicy administracji cywilnej. Do ustalania i podziału zadań wykorzystywano dane z prowadzonych przez administrację cywilną rejestrów osobowych i statystyk35.
W tym miejscu godnym jest odnotowanie, że administracja cywilna parła ze swej strony ku rychłemu pozbyciu się Żydów, uzasadniając swoje oczekiwania trudną sytuacją aprowizacyjną w Generalnym Gubernatorstwie. Kierownik Głównego Wydziału Wyżywienia i Rolnictwa w “rządzie” GG, Karl Naumann, twierdził w sierpniu 1942 r., że odpadnie wtedy konieczność wyżywienia 1,2 mln Żydów36.
W okresie największego nasilenia fali wysiedleń Niemcy dostrzegli masowe ucieczki Żydów z wyznaczonych miejsc pobytu oraz udzielaną im na szeroką skalę pomoc ze strony ludności polskiej. Generał Böttcher, dowódca SS i Policji w dystrykcie radomskim, nakazał gubernatorowi Kundt´owi pismem z 21 września 1942 r. powiadomienie burmistrzów i wójtów, że każdemu Polakowi, który przechowuje Żyda, udziela mu schronienia, dostarcza żywności, sprzedaje artykuły żywnościowe – grozi nieuchronnie kara śmierci. Kundt wykonał polecenie Böttchera, zlecając starostom powiatowym i miejskim podjęcie odpowiednich środków37.
Bezpośrednim i niemal natychmiastowym rezultatem działań Böttchera i Kundt´a był okólnik starosty buskiego Schäfera, rozesłany 26 września 1942 r. do wójtów w powiecie z nakazem natychmiastowego zgłaszania mu wszelkich dostrzeżonych przypadków udzielania przez Polaków schronienia zbiegłym Żydom, w miarę możliwości z podaniem nazwisk.
Starosta, w kolejnym okólniku, z 2 października, rozesłanym w przeddzień przybycia niemieckich szwadronów śmierci z Radomia celem przeprowadzenia operacji wysiedlenia Żydów z Buska, polecił wójtom spowodowanie, aby wszyscy Żydzi pracujący w majątkach ziemskich natychmiast powrócili do wyznaczonych dla nich gett. Zaznaczył, że jeśli w danej miejscowości nie ma getta, to Żydzi w takiej miejscowości nie mogą przebywać. Upodobanie starosty do używania słowa “natychmiast” wskazuje na pośpiech i nerwowość, towarzyszące przygotowaniom do deportacji Żydów. Pismem z 22 października 1942 r. przypominał wójtom o obu wymienionych okólnikach, jako że nadal odnotowywano, twierdził, “niekontrolowane przebywanie Żydów w niektórych miejscowościach”. Jeśli Żydzi posiadali wydane przez Urząd Pracy zezwolenia na pracę poza gettem, należało zadbać, by wracali tam przed godziną 20.0038.
W akcjach likwidacji gett angażowano od 150 do 200 ludzi. Działania te koordynowała i kierowała nimi zazwyczaj Jednostka Specjalna Feucht (Sonderkommando Feucht)39. Miała ona do dyspozycji funkcjonariuszy wszystkich jednostek KdS w Radomiu (KdS – Kommandeur der Sicherheitspolizei und des SD)40 oraz “ludzi z Trawnik” (Trawniki-Männer)41. Na miejscu otrzymywali wsparcie żandarmerii oraz placówek zamiejscowych KdS (komisariaty kryminalne w Kielcach i Busku). Doraźnie wykorzystywali także polską “policję granatową”, straże pożarne, służbę budowlaną (Baudienst) i służbę specjalną (Sonderdienst).
Deportacje przebiegały według jednolitego schematu dla całego obszaru GG. Aby zapobiec ucieczkom, miejscowość lub getto otaczane były szczelnym kordonem różnych formacji. Na kilka godzin przed wysiedleniem grupa elektryków montowała silne oświetlenie. Do wewnątrz około północy lub nad ranem wchodzili funkcjonariusze policji bezpieczeństwa, miejscowej policji ochronnej i/lub żandarmerii, część “ludzi z Trawnik”.
Zarządzane opuszczanie domostw – natychmiast i z niewielkim bagażem ręcznym – przebiegało w pośpiechu i terrorze nieludzkich wrzasków, szczekających psów, ustawicznych wystrzałów z broni palnej. Osoby ociągające się lub usiłujące się skryć, były zabijane na miejscu. Podobnie traktowani byli chorzy, inwalidzi, dzieci, starcy i kobiety ciężarne. Przyzwolenie na bestialskie mordy podczas tych akcji było regułą. Przemoc traktowano jako “środek dyscyplinujący”, niezbędny do sprawnego i szybkiego zakończenia operacji.
Stłoczonych ludzi formowano w kolumny i kierowano do miejsca selekcji, najczęściej do położonego centralnie rynku. Tam decydowano, kto przeznaczony był do pracy. Pozostali, określani jako “zbędni”, pędzeni byli do najbliższej stacji kolejowej. Do wagonów wysypanych wapnem, z zadrutowanymi okienkami, ładowano od 100 do 150 ludzi. Wiele osób umierało z wyczerpania podczas wielogodzinnej podróży w ścisku i bez wody. Wysiedlaniu i przemieszczaniu tak dużych mas ludzkich towarzyszyły liczne mordy. Hordy SS-owskie zadały śmierć na terenie dystryktu radomskiego około 28 tysiącom ludzi. W poszczególnych miejscowościach pozostawiano nieliczne grupy osób “zdolnych do pracy” – do prac porządkowych i zatrudnienia w warsztatach rzemieślniczych42.
Wyludnione już getta pozostawały przez dni, nawet tygodnie odizolowane, z zakazem wstępu pod rygorem kary śmierci. Sortowano tam pozostawione przez Żydów mienie ruchome, przewożono je do punktów zbornych, następnie do centralnego magazynu w Radomiu na terenie byłych zakładów garbarskich “Korona”. Stamtąd rzeczy sprawdzone i oczyszczone kierowane były do Lublina – do magazynu przy sztabie “akcji Reinhardt”43. Rzeczy, dla których nie było zainteresowania Niemców, sprzedawano ludności nieżydowskiej. Utarg z takich transakcji, gromadzony najpierw na koncie bankowym policji w Radomiu, przelewany był następnie do Berlina.
Na łupieżczy uzysk gospodarczy “akcji Reinhardt” składała się nie tylko masa nagromadzonego dobytku żydowskiego, lecz także eksploatacja pozostałej jeszcze przy życiu żydowskiej siły roboczej. Wiele osób wykorzystywano do porządkowania opustoszałych dzielnic żydowskich, w obozach pracy przymusowej w Bliżynie, Radomiu i przy zakładach zbrojeniowych w Kielcach, Częstochowie, Ostrowcu, Pionkach, Starachowicach, Skarżysku-Kamiennej. Zatrudnienie Żydów nie uchroniło ich od zagłady, lecz tylko przysunęło ją w czasie. Bardzo wysoka była tam śmiertelność robotników żydowskich na skutek nadmiernej eksploatacji sił ludzkich, chorób, niedożywienia i bezpośredniego terroru fizycznego44.
Wysiedlenia ludności żydowskiej z powiatu buskiego
Skalę i przebieg akcji wysiedleń w powiecie buskim obrazuje poniższa tabela45.
| miejscowość | liczba Żydów | wysiedlenia i zagłada w 1942 r. | |
| przed 1.9.1939 | 1942 | ||
| Busko-Zdrój | 1300 | IV – 1716 VI – 1587 X – 2000 | 4.X – ok. 2000 do Jędrzejowa, a stąd do Treblinki |
| Chmielnik | 6000 | I – 8300 IV – 8510 VI – 8594 | X – ok. 8000 do Treblinki 5-6.XI. – ok. 500 do Stopnicy |
| Drugnia | 148 | 270 | X – do Chmielnika |
| Kurozwęki | 213 | IX – 290 | X – ok. 300 do Sandomierza 7.XI. – kilka do kilkudziesięciu osób do Staszowa |
| Nowy Korczyn | 2462 | I – 3717 IV – 3834 X – 4200 | 2.X. – ok. 4000 3.XI. – ok 300 |
| Pacanów | 1850 | II – 2725 IV – 2828 X – 2778 | 3.XI. – ok. 3000 |
| Pińczów | 3500 | IV – 3377 VI – 3354 | 4.X. – ok. 3000 |
| Stopnica | 2600 | II – 4700 IV – 5300 VI – 4990 | 5-6.XI. – ok. 5000 do Treblinki |
| Szydłów | 540 | IV – 742 VI – 1257 | X – ok. 1000 do Chmielnika 7.XI. – ok. 200 do Staszowa |
| Wiślica | 1437 | IV – 2165 | 4.X. – ok. 2000 |
Busko-Zdrój
Deportację z Buska Niemcy rozpoczęli w sobotę, 3 października 1942 r. poprzez otoczenie części miasta żandarmerią, polską policją granatową i strażakami. Wieczorem zjechały do miasta furmanki chłopskie w liczbie około trzystu, zaordynowane u władz gminnych przez żandarmerię. W społeczności żydowskiej narastało zaniepokojenie. Już na długo przed świtem wypędzano ludzi z mieszkań.
Były komendant posterunku żandarmerii w Busku-Zdroju, Johann Brezinschek, w zeznaniach złożonych po wojnie (jako świadek), wskazał na siebie jako odpowiedzialnego za przeprowadzenie akcji wysiedlenia Żydów z miasta. Jak twierdził, działał na rozkaz komendanta żandarmerii w Radomiu (KdGend – Kommandeur der Gendarmerie), przekazany mu poprzez kompanię żandarmerii w Kielcach (Hauptmannschaft Kielce) i dalej przez dowódcę plutonu żandarmerii na powiat buski, Paula König´a. Jego zadaniem było dostarczyć wszystkich Żydów w ciągu 24 lub 48 godzin (nie pamiętał dokładnie) do stacji kolejowej [wąskotorowej – RS] w Pińczowie i to jakoby bez wsparcia innych jednostek policyjnych. Zeznał, że wcześniej uprzedził żydowską policję i Radę Starszych o planowanym wysiedleniu i że polecił im przygotowanie ludności żydowskiej do wymarszu. To on zażądał przysłania 300 furmanek na tamten sobotni wieczór i wydał polecenie otoczenia osiedla żydowskiego. Jak wszyscy byli żandarmi i policjanci w swoich zeznaniach powojennych, tak i Brezinschek kluczył, kłamał i wiele przemilczał. Twierdził: “Ponieważ wszystko działo się szybko (nie wyjaśnił, kto ponaglał – RS), naturalnie zaistniały trudności, tzn. Żydzi w większości nie chcieli opuścić swoich mieszkań. Policja żydowska i polska musiała siłą wyciągać opornych Żydów z ich mieszkań. Nie doszło przy tym do działań uśmiercających [B. posłużył się tu dość specyficznym eufemizmem: Tötungshandlungen – RS], a raczej wyciągano i wywlekano Żydów na zewnątrz. Żydzi chorzy, starsi i dzieci mogli zająć miejsce na przygotowanych furmankach. Wolno było Żydom zabrać bagaż ręczny. Mieli też nakazane zabrać koniecznie swoje kosztowności”46.
Żandarm Brezinschek przemilczał obecność na miejscu funkcjonariuszy gestapo z Radomia, do czego przyznawał się funkcjonariusz tej jednostki Walter Schmidt. Były pracownik starostwa, Luitpold Korz, zeznał na wiele lat po wojnie (o jego zeznaniach jeszcze poniżej), iż wiadomym mu było, że wysiedlenie Żydów w Busku przeprowadzone było przez przybyłą do miasta jednostkę SS, miejscowych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa SD [w Busku był Komisariat Kryminalny Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa – RS] i żandarmerię.
Według Brezinschek´a, kolumnę deportowanych Żydów konwojowali funkcjonariusze buskiego posterunku żandarmerii pod dowództwem jego zastępcy, Weichbrodt´a. Wypędzono z miasta około 2000 Żydów. Pieszo i na furmankach dotarli do Pińczowa i dalej do stacji kolejowej w Jędrzejowie.
***
Ocalały Daniel Fiszgarten wspominał w swoim zeznaniu akcję w Busku-Zdroju: “We wrześniu żandarmeria i straż ogniowa obstawiły całe miasteczko. Nad ranem było całkowicie otoczone. Żydom wydano rozkaz, aby w przeciągu 15 minut wyszli na ulicę. Ustawiono ich po 10 osób. Dzieci zabijano na miejscu, rozbijając je o ściany i słupy. Brano za nogi i rozwalano im główki. Starszych ludzi strzelano. Prowadzono wszystkich pieszo przez Pińczów do Jędrzejowa. Busko nie miało kolei, a Pińczów tylko wąskotorówkę. Podczas drogi zastrzelono wiele ludzi”47.
Zofia Peretiatkowicz48, która udzielała pomocy jednej z żydowskich rodzin, zeznawała po wojnie: „(…) Zastałam już [ich – K.T-K] w innym mieszkaniu na strychu. Rzeczy leżały w nieładzie. Byli ogromnie zaniepokojeni, ale wszyscy byli przekonani, że wiozą ich do obozu pracy, bo jeszcze nic nie wiedzieliśmy o Treblince. Wtedy obiecałam, że o piątej rano przyślę dozorcę po rzeczy, które chcieli u mnie przechować. Tymczasem o piątej rano już nikogo nie było”50.
O tym, jak łatwo żandarmi w Busku sięgali po broń i zabijali ludzi nie tylko podczas deportacji Żydów, ale także po jej zakończeniu, świadczy zeznanie mieszkańca Buska, Stanisława Jopowicza: “Podczas likwidacji getta w Busku, w październiku 1942 r., stałem na ulicy Partyzantów przed domem, który ma numer 15. Sąsiedni budynek należał do rodziny Pakosińskich, krewnych mojej żony. Żydzi byli już wypędzeni, a żandarmi przeszukiwali ich mieszkania. Z domu tego wyszedł na ulicę żandarm, Weisbrot [RS – poprawnie: Weichbrodt]. Po chwili wszedł na podwórko i usłyszałem strzały. Poczekałem moment i przez sień budynku Pakosińskich dostałem się też na tamto podwórko. Zobaczyłem zwłoki szesnastoletniej mojej kuzynki, Heleny Pakosińskiej. Powiedziano mi, że pobiegła ona tam, ponieważ po wysiedleniu Żydów na ziemi leżało wiele najrozmaitszych, porozrzucanych rzeczy. Wśród nich były żurnale krawieckie. Dziewczyna schyliła się i podniosła jeden z nich. W tym czasie na podwórko wrócił właśnie Weisbrot. Przyłożył Pakosińskiej pistolet do skroni i strzelił. Zwłoki dziewczyny pochowano na cmentarzu katolickim w Busku”51.
Tragiczny los nie ominął też Żydówki Marien Cukier, żony kupca. Podczas akcji wysiedlania skryła się w swoim mieszkaniu przy ulicy Kościuszki, ale gdy później tłuszcza Sonderdienstu plądrowała mieszkania pożydowskie, dostrzegli ją stojącą za szafą. Wyciągnęli na środek pokoju i zastrzelili52.
Ponurego obrazu grozy i spustoszenia tuż po wypędzeniu Żydów z Buska dopełnia wspomnienie Leopolda Wojnakowskiego: “Rano plądrowałem po opuszczonych mieszkaniach żydowskich, po podwórzach, szewskich i krawieckich warsztatach, wszędzie fruwało pierze, niósł się smród ludzkich odchodów i zastarzałej biedy. W kącie podwórza poruszyło się coś na sienniku. Zjeżyłem się, ale ciekawość przemogła strach. Na gołym sienniku leżała stara Żydówka. Dogorywała, dlatego nie zabrali jej i może zapomnieli zastrzelić. Miała rude przeplecione siwizną włosy, długie i rzadkie, chudą pomarszczoną twarz o przezroczystej skórze. Niebieskie oczy patrzyły obojętnie po chmurom. Kiedy stanąłem przy niej w jej wzroku pojawiła się iskierka zainteresowania i … zaraz zgasła. Ja nie byłem swój. Konała na barłogu, bez bliskich, bez posługi religijnej, bez nadziei na kamienną tablicę. Uciekłem z tego podwórza”53.
Do nielicznych wspomnień tamtych dni w Busku warto dodać, choć z dużą dozą nieufności, kilka spostrzeżeń byłego rolnika powiatowego, Heinricha Wagnera, jednego z bodaj najbardziej znienawidzonych przez Polaków przedstawicieli okupacyjnej administracji w Busku54. W swoich zeznaniach, złożonych (jako świadek) w 20 lat po zakończeniu wojny, wśród licznych oczywistych kłamstw, niedomówień, zasłoniętych mgłą rzeczywistego i pozorowanego braku pamięci – także dla najistotniejszych i najtrudniejszych do zapomnienia faktów – odniósł się do stanu wiedzy urzędników administracji cywilnej o przygotowaniach i przebiegu deportacji Żydów. Przyznał, że staroście Schäferowi i im wszystkim (w starostwie) wiadomym było, iż pewnego dnia zabierze się Żydów z miasta, ale nie znali terminu planowanego wysiedlenia. Zauważył, że mówiło się w Busku o zamierzonym wysłaniu grupy zdolnych do pracy Żydów do fabryki amunicji w Skarżysku-Kamiennej i o odtransportowaniu pozostałych w nieznane miejsce. W przeddzień deportacji wieczorem słyszał furmanki przejeżdżające przez miasto, ale o (dokonanej już) deportacji miał się dowiedzieć dopiero nazajutrz. Opowiedziano mu, że Żydów wyciągnięto z mieszkań i skupiono w Rynku, skąd furmankami mieli być wywiezieni w kierunku Kielc. O ich dalszym losie nic nie wiedział.
Starosta Schäfer, z którym Wagner był w dobrej komitywie (pochodzili z tej samej okolicy, obaj zostawili swoje rodziny w Reichu, niejednokrotnie we dwóch upijali się w Busku) miał Wagnerowi powiedzieć, że na wypadek, gdyby zaistniało wysiedlenie, upomniał był uprzedzająco dowódcę plutonu żandarmerii, Königa, by ten nie dopuścił się “żadnych świństw”, używając podobnych w brzmieniu słów: Schweinerei (świństwa) i Schiesserei (strzelanina). Zaraz po wysiedleniu Wagner miał dowiedzieć się od sekretarki Schäfera, że zastrzelono za miastem Żyda Topioła, przewodniczącego Rady Starszych i że jego zwłoki jeszcze tam leżały55.
Innym elementem, uzupełniającym obraz deportacji buskich Żydów i wskazującym na towarzyszące jej okoliczności, odnotowane przez urzędników okupacyjnych, było zdawkowe tylko potraktowanie tego tematu przez L. Korza, byłego naczelnika wydziału spraw wewnętrznych w starostwie w Busku. Jako świadek zeznawał w roku 1963: “Pewnego sobotniego wieczoru, dokładnej daty nie pamiętam, wracałem z żoną z wizyty u rodziny Pokorny. Szliśmy wzdłuż Oststrasse [dzisiejsza ulica Batorego – RS]. Było krótko przed północą. Towarzyszyła nam moja znajoma Pedinkowska [poprawnie Pydinkowski – RS], która kierowała niemieckim domem towarowym w Busku. Po drodze wielokrotnie oświetlali nas latarkami policjanci. Powiedzieli nam, że muszą trzymać straż na ulicy. W Rynku spotkaliśmy też folksdojcza Kurzweg´a [pracownik Urzędu ds. Policyjnych w starostwie – RS]. Mówił, że musi się zameldować. Gdzie, nie powiedział. Przy wejściu do domu Pedinkowskiej spotkaliśmy nauczyciela Pfitznera [nie był nauczycielem, lecz inspektorem szkolnym – RS] i inspektora Reinholda56. Powiedzieli, że według ich informacji Żydzi mieli być odtransportowani. Wystraszyłem się najpierw i chciałem zobaczyć u szewca żydowskiego Weinberga [warsztat szewca Berek Wajnberg w ulicy Stopnickiej 21 – RS], co z moimi butami, i odebrać kurtkę dla mojej żony u żydowskiego krawca Bidy [pracownia krawiecka Icek Bida w Rynku nr 2 – RS]. W końcu jednak darowałem to sobie. Innego dnia stwierdziłem, że warsztaty żydowskie były plądrowane przez Polaków. Moje rzeczy przepadły. Podczas akcji wysiedlenia nie słyszałem żadnych wielkich odgłosów. Nie mogę osobiście powiedzieć, kto przeprowadził akcję wysiedlenia. Widziałem tylko patrolujących żandarmów. Później mówiono mi, że była tam jednostka SS”57.
Chmielnik
Społeczność żydowska w Chmielniku w liczbie 7 do 8 tysięcy stanowiła około 80% mieszkańców miasta.
Dnia 1 października 1942 r. Niemcy wyselekcjonowali i wysłali do fabryki amunicji Hugo Schneider AG (HASAG) w Skarżysku-Kamiennej 1200 osób, a 40 do jej filii w Kielcach.
Deportację ludności żydowskiej z Chmielnika poprzedziło przesiedlenie do tego miasta 1270 mieszkańców Drugni, Szydłowa, Pierzchnicy58, Piotrkowic i Bogucic.
Pierwsze wysiedlenie miało miejsce 6 października 1942 r. Wypędzono wtedy z miasta około 8000 Żydów. W przeddzień pojawiły się w Chmielniku Sonderkommando Feucht z Radomia, policja bezpieczeństwa z Kielc i Buska-Zdroju, żandarmi z Buska i Nowego Korczyna oraz jednostki pomocnicze Ukraińców, Litwinów i Łotyszy. Jednostką przybyłą z Kielc dowodził Hans Gaier, szef policji ochronnej (Schutzpolizei). Obecny był też Gerulf Mayer, szef kieleckiej Hauptmannschaft żandarmerii.
Wezwano wszystkich Żydów do stawienia się na godzinę 8 rano na targowicy (rynek bydlęcy), położonej u wylotu z miasta w kierunku Szydłowa. Do spędzania ludzi włączono pomocniczo policję żydowską. Rozstrzeliwano osoby starsze i chore oraz wszystkich, którzy usiłowali się skryć. Stłoczonym Żydom na placu targowym przez kilka godzin odbierano przedmioty wartościowe, biżuterię, pieniądze, złoto. Od popołudnia do świtu dnia następnego wyprowadzano Żydów grupami po 1500 do 2000 do odległej o 45 km stacji kolejowej Wolica pod Chęcinami.
Stamtąd wywieziono ich, stłoczonych w wagonach bydlęcych (od 120 do 130 osób w każdym), do niemieckiego obozu zagłady w Treblince. Zatrzymane w Chmielniku 72 osoby (inne źródła mówią o kilkuset młodych mężczyznach) skierowano do prac porządkowych, w tym do usuwania zwłok z targowia i pochowania na cmentarzu żydowskim.
Podczas wyciągania z mieszkań, spędzania na targowicę, wielogodzinnego trzymania ludzi na placu i w trakcie przemarszu do Chęcin, Niemcy i ich pomocnicy zastrzelili (według różnych szacunków) od 250 do 500 osób59.
Opisy tych bestialskich mordów, zachowane zostały we wspomnieniach Żydów, którzy przeżyli, oraz Polaków. Poniżej zamieszczam pojedyncze informacje oraz fragmenty relacji, które ilustrują tamtą hekatombę chmielnickich Żydów.
Gorliwi w zabijaniu byli żandarmi z Chmielnika. Bernhard Krause wyrwał kobiecie o nazwisku Drukarz jej półtoraroczne dziecko i zastrzelił. Żandarm Wreide zastrzelił starą Żydówkę Klejcherlej w łóżku w jej mieszkaniu przy ulicy Kolejowej (dziś Mielczarskiego)60. Kilka osób zabił wspomniany wyżej Gerulf Mayer.
Wydarzenia w Chmielniku wywołały poruszenie, grozę lub zwykłą ciekawość. Przykładowo, niemiecki pracownik Urzędu Pracy w Busku, Hans Schynoll, specjalnie pojechał do Chmielnika przyjrzeć się deportacji. Dotarł tam, gdy była już w toku. Było “surowo i brutalnie”, opowiadał później. Widział tam mundurowych, pochodzących z Łotwy i Litwy. Dostrzegł, albo mu powiedziano, że “przez pomyłkę zastrzelono kilku Polaków”. Zastrzelono też mającego trudności z chodzeniem nauczyciela żydowskiego, pochodzącego z Wrocławia, przewodniczącego Rady Starszych, Leona Koralnika, i jego żonę, pochodzącą również z Wrocławia. Była sekretarką w Judenracie, mówiła po niemiecku61.
Kierownik Wydziału Rolnictwa i Wyżywienia w starostwie buskim, Heinrich Wagner, zeznawał po wojnie: “Byłem w dzień po wysiedleniu w Chmielniku (to było później niż w Busku). W rynku było jeszcze dużo krwi na ziemi. Polski szewc opowiadał mi, że szaleli tam Ukraińcy. Było wiele okropności”62.
Jakie było wysiedlanie Żydów z Chmielnika, opisała ocalona Mary Kleinhandler: (…) Zaczęło się między piątą, a szóstą rano. Był straszny hałas, trzaskanie drzwi, gwizdy, strzały, psy szczekające. To ciągle słyszę w uszach. „Każdy! Natychmiast!!! Pójdź na targowice!!!”. (…) Po obydwu stronach drogi naszego marszu stali żołnierze w pełnym umundurowaniu i wyposażeniu bojowym jak karabiny maszynowe, pistolety, by w każdej chwili strzelić, granaty i psy. Oni tylko czekali na opór zmęczonych i bezbronnych ludzi. My wszyscy w ciszy przeszliśmy do naszego celu. Rodziny trzymały się za ręce, aby się w tłumie nie pogubić. Ojcowie, matki i dzieci zostały ściągnięte jak bydło do rzeźnika.
(…) Opierałam się o ogrodzenie, kiedy ujrzałam dwie dziewczyny idące z koszami od osoby do osoby i mówiły: „Daj nam całe swoje złoto, srebro i pieniądze jakie masz”. Żołnierze przyglądali się temu. W jednym koszu pełno było zegarków, pierścionków, kolczyków, bransoletek. Drugi kosz wypełniony był pieniędzmi. Żołnierze „pomagali” niektórym przez ściąganie pierścionków, kolczyków – nawet od małych dzieci.
(…) Hauptman Majer maszerował wzdłuż osób stojących w linii, analizując każdego, wskazując kijem osoby, które następnie były wganiane do stojących wozów. Odwróciłam się, kiedy zbliżył się do mnie, aby nie widział, że się jemu przyglądam. Ludzie którzy zostali wybrani, odchodzili bez protestu. Jedyną osoba, która stawiła opór był sześcioletni Igielnik, syn miejscowego krawca. Kiedy nieszczęśliwy kij wskazał na dziecko, chłopiec rzucił się na ziemię, chwycił się mocno nogi ojca i zaczął krzyczeć: „Tatuś, tatuś – nie pozwól im wziąć mnie daleko” – jakby ojciec miał jakąś władzę, by uchronić syna. Widziałam jak jego małe usta otwierają się w agonii, łzy płynęły po jego twarzy. Wszyscy płakali widząc ten dramat. Ojciec nie ruszył się, stał jak słup soli, jaki miał on wybór? W końcu mały chłopiec został zabrany przez jednego strażnika. On bardzo płakał, gdy był zabierany, jego małe rączki ruszały się jak skrzydła ptaka w locie. Dziecko zgubiło jeden bucik, wtedy pomyślałam: Boże dlaczego nie możesz pomóc? Dlaczego jesteś taki cichy?
(…) Wozy przepełnione odjeżdżały bez niemowląt, bowiem nie pozwolono matkom zabierać dzieci z sobą. Niemowlęta były wyrywane matkom z rąk i porzucone w jednym kącie, niezbyt daleko gdzie stałam. Wyraźnie widziałam jak niektóre płakały, inne bawiły się palcami, jak to niemowlęta często robią. I nagle jeden z żołnierzy wyciągnął broń maszynową i kule podziurawiły ich małe ciałka, nagła cisza, konsternacja i szok na ten straszliwy widok.
(…) Część Żydów w Chmielniku nie posłuchała rozporządzenia Niemców i została w domach. Oni zostali zastrzeleni, tam gdzie się znajdowali. Starzy i chorzy zostali zabici w ich własnych łóżkach. Było też wiele dzieci, które zgubiły się i nie mogły odnaleźć w tłumie. Wszyscy zostali zabici bez litości”.
(…) Zbliżyliśmy się do cmentarza skąd słyszałyśmy głosy robotników i odgłosy kopania łopatami. Ja nie byłam przygotowana do sceny, jaka pojawiła się przed moimi oczami. Kiedy tylko weszłyśmy na teren cmentarza naszym oczom pojawiła się góra martwych ciał. Obok tej góry był wykopany ogromny dół. W dole było kilku mężczyzn układających w linii ciała nieżywych – mężczyzn, kobiet i dzieci. Oni rozsypywali jakiś środek dezynfekujący w tym dole. Całe to miejsce było tak nierealne. To było jak koszmarny sen, z którego pragnęłam się obudzić. Do dzisiejszego dnia ja nie mogę zapomnieć tego widoku. Masy zakrwawionych trupów z otwartymi oczami i ustami wykrzywionymi w straszliwej agonii, jakby chciały wołać do Boga: „Proszę zobacz co oni zrobili!”63.
Amelia Sołtysiak z d. Kwas, tak wspominała tamten sądny dzień: Rozbrzmiewało tylko jedno słowo “raus”, które do dzisiaj dźwięczy mi w uszach jak złowrogi ton dzwonu. Słychać było tylko tupot dochodzący od strony schodów i odgłosy wzmożonego ruchu na podwórku i ulicach. Nie rozlegał się ani płacz, ani charakterystyczny żydowski lament. Szli w ciszy. Lżono ich i popychano kolbami, kierowano na targowicę przy ulicy Szydłowskiej naprzeciw katolickiego cmentarza. Rozpoczął się dramat całych rodzin spędzonych tam z maleńkimi dziećmi. Na rozkaz Niemców własowcy odebrali Żydom kosztowności i tobołki, a później uszeregowali zrozpaczony tłum i popędzili przez Rynek w kierunku Kielc.
Już w mieście przy pierwszej selekcji padali zabici, przeważnie starsi i chorzy, zamordowano płaczące maleńkie dziecko wtulone w matczyną pierś. Przy ulicy Kieleckiej wyrwał je własowiec i, chwytając za nóżki, uderzył w nim o ścianę domu. Pozostały na niej kawałeczki mózgu i kości czaszki. Ten przerażający ślad zbrodni widziałam nazajutrz na własne oczy. Na tej plamie i skrzepłych kałużach krwi roiła się chmara much. Ciał zabitych już nie było. To była straszna tragedia. Ten tłum, który na rękawach miał białe opaski z niebieską gwiazdą Dawida, przed na śmierć. Do dzisiaj nie mogę zrozumieć tego posłuszeństwa. Chyba zwyciężyła w nich nadzieja na życie.
(…) W tym dniu, kiedy na drabiniastym wozie ulicą Boczną transportowano ciała na kirkut, przypadkowo wyszłam na podwórko. Zwisały im ręce, nogi, włosy …
(…) Pożydowskie opustoszałe mieszkania i domy żandarmi skrupulatnie plombowali, by później rabować z nich co cenniejsze przedmioty, pozostawione przez właścicieli futra, obrazy, porcelanę, mosiężne naczynia, srebrne lichtarze, sztućce, pianina i inne instrumenty muzyczne. Zrabowane bogactwo Niemcy pakowali w skrzynie … (…)64.
Również Michał Marusieński wspominał dzień 6 października 1942 r. w Chmielniku: “Do ogrodu, który właśnie przebywaliśmy, przybył wielcy podniecony goniec magistracki z wiadomością, że coś niezwykłego dzieje się w okolicy miasta, które właśnie jest otaczane ze wszystkich stron oddziałami niemieckiego wojska, żandarmerii i innych uzbrojonych a nie rozpoznanych oddziałów (byli to, jak się później okazało, tak zwani “kałmucy”, rozmawiający ni to po ukraińsku, ni to po rosyjsku, po prostu niezrozumiałe). Nie puszczają nikogo do miasta i nie wypuszczają, a tu i ówdzie padają nawet strzały.
(…) Dopiero o świcie usłyszałem na ulicy głuchy i szybki tupot tysięcy ludzkich nóg! Zerwałem się z łóżka, szybko ubrałem się i wybiegłem przed dom w Rynku (…) Ujrzałem jak rozbestwieni i pijani esesmani wraz z grupkami na wpół dzikich i równie pijanych zbirów z kałmuckich czy ukraińskich oddziałów specjalnych, pędzili grupki Żydów i Żydówek wraz z dziećmi i tobołami w stronę Rynku, gdzie formował się niesamowity wprost pochód śmierci. Tylko ktoś niezwykle utalentowany mógłby oddać całą grożą tej chwili i obraz tragedii ludzkiej. Ja nawet nie kuszę się o to. Niemcy ściągnęli z sąsiednich wiosek bardzo wiele podwód. Na nich umieszczano staruszków i chorych Żydów, a każdy zdolny do marszu zajmował miejsce w ogromnej kolumnie pieszej. Niesiono toboły lub walizki, a także małe dzieci na rękach. Na każdej twarzy malowało się ogromne przerażenie. Jeszcze w ostatnich chwilach na tej zbiórce byli oni maltretowani przez zataczających się pijanych kałmuków z rewolwerami lub nahajami w rękach. Bito i kopano nieszczęśliwców bez ustanku, a tu i ówdzie leżały już trupy.(…) Przeczekałem długą chwilę, aż uformował się i wyruszył z chmielnickiego rynku ten potworny pochód: kolumienki, podwody … długości kilku kilometrów. Pozostawały na ulicach tylko kałuże krwi; w niektórych miejscach trudno było przejść chodnikiem bez zakrwawienia sobie obuwia”65.


Drugie wysiedlenie ludności żydowskiej miało miejsce 5 listopada 1942 roku. Objęło ono około 700 Żydów, którzy skryli się i wrócili do miasteczka po tragicznym 6 października. Deportację przeprowadził przybyły z Kielc oficer SS oraz żandarmi z Chmielnika. Małe getto zostało otoczone, a policji żydowskiej zlecono poszukiwanie ukrywających się67. Wywieziono ich furmankami do Stopnicy. W drodze około 200 Żydów zbiegło i wróciło do Chmielnika. Inni znaleźli schronienie u Polaków lub w lesie. W mieście pozostawiono 75 osób; część z nich wysłano później do obozu przy zakładach HASAG w Kielcach.
Ostateczna likwidacja chmielnickiego getta nastąpiła 10 grudnia 1942 roku. Niewielką, ostałą się jeszcze grupę Żydów wywieziono przez Szydłów do Sandomierza. Ich los jest nieznany. Tylko nieliczni, pozostawieni na miejscu, wykonywali różne prace na posterunku żandarmerii.
Kurozwęki
Według A. Rutkowskiego, powołującego się na przekazaną tuż po wojnie do ŻIH informację Gminnej Rady Narodowej, wysiedlenie 300 Żydów z Kurozwęk i wysłanie do Sandomierza miało miejsce w październiku 1942 r.
Według zeznań Laury Maruszewskiej przed Główną Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich, żandarmi ze Staszowa zastrzelili 100 Żydów na cmentarzu żydowskim w Kurozwękach podczas likwidacji tamtejszego getta68.
W dniu 7 listopada 1942 r. dołączono Żydów z Kurozwęk (brak informacji, ilu) do grupy około dwustu Żydów z Szydłowa i pognano do Staszowa. Następnego dnia zostali skierowani z całą tamtejszą ludnością żydowską, około 6000 osób, do stacji kolejowej w Szczucinie, a stamtąd wywiezieni koleją do obozu zagłady w Treblince69.
***
Marian Stenko (?), zeznając w 1974 r. jako świadek przed Okręgową Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich w Kielcach (OKBZH), tak przedstawił swoje wspomnienie dnia wysiedlenia ludności żydowskiej z Kurozwęk: “Jesienią 1942 roku byli jednego dnia wysiedleni Żydzi z Kurozwęk. Przyjechała wówczas większa ilość hitlerowców, w tym i żandarmi niemieccy ze Staszowa. Wszystkich Żydów całymi rodzinami spędzali na rynek w Kurozwękach. Widziałem, jak z jednego domu żydowskiego jedna z Żydówek, aby uchronić się przed wysiedleniem, wybiegła ze swojego domu nie w kierunku rynku, ale tył w celu ucieczki w bok od Kurozwęk. Jednak miasteczko było ze wszystkich stron otoczone przez hitlerowców. Żydówka ta uciekała z kilkumiesięcznym dzieckiem, które niosła na rękach w beciku. Dostrzegł ją jeden z żandarmów niemieckich, który zaczął do niej strzelać z odległości około 200 metrów z karabinu. Widziałem, jak ta Żydówka w pewnym momencie, aby szybciej uciekać, położyła dziecko na ziemi i dalej uciekała. Jednak żandarm ten położył się na ziemię i z podpórki dokładnie mierząc karabinu trafił ją w kolano Żydówka ta upadła na ziemię. Żandarm ten pobiegł jej kierunku. Kiedy przebiegał obok położonego dziecka, z bardzo bliskiej odległości strzelił w głowę tego dziecka, a następnie dobiegł do tej Żydówki i ją dobił wystrzałem z karabinu. Następnie obdarł ją do naga, szukając przy niej kosztowności. Widziałem, że coś znalazł, bo chował do swej kieszeni. Żydówka ta nazywała się Ita Wajzwoł. Nazwiska żandarma niemieckiego nie wiem. Została wraz z dzieckiem pochowana na cmentarzu żydowskim w Kurozwękach”70.
Nowy Korczyn
Likwidację getta i wysiedlenia Żydów z Nowego Korczyna przeprowadzono 2 października 1942 roku. Przed świtem żandarmi z Nowego Korczyna i Buska oraz ukraiński oddział pomocniczy z Radomia otoczyli miasteczko o godzinie pierwszej w nocy. Zaczęto od wymordowania części żydowskiej Rady Starszych. Do akcji wysiedlenia przywołano grupę 35 strażaków. Żydzi wiedzieli zapewne o nadchodzącym wysiedleniu; byli spakowani do drogi, pozabijali deskami okna i drzwi domów. Starsi i kalecy byli rozstrzeliwani na miejscu. Spędzono ok. 4000 Żydów na rynek, a następnie, około godziny 10.00, zmuszono ich do marszu pieszo do odległej o 16 km wsi Słupia pod Pacanowem. W chwili wymarszu Żyd Siulim Strozberg oznajmił, że nigdzie nie pójdzie. Został zastrzelony na miejscu. Zginął również młody syn rabina, który zawrócił z drogi do domu; został zastrzelony podczas modlitwy. Za konwojem jechało 15 furmanek, przeznaczonych do przewiezienia kobiet ciężarnych, starców i nie mogących iść o własnych siłach. W istocie furmanki służyły do wywozu trupów na cmentarze i przewozu ich rzeczy do magazynu w kościele klasztornym, nieopodal posterunku żandarmerii.
Po dotarciu do Słupi wysiedleni spędzili noc na tamtejszych błoniach, a następnego dnia w grupach po 500 osób popędzeni zostali do stacji kolejowej w Szczucinie. Po drodze zabijano kobiety, dzieci i starsze osoby, które nie nadążały w marszu71.
W opustoszałym miasteczku żandarmi zabijali na miejscu każdego, który skrył się przed wysiedleniem. W ten sposób zginęło co najmniej 36 osób. Tuż przy synagodze, niedaleko rzeki Nidy, żandarm Radke zabił kobietę, a żandarm Ciesielski dwoje jej małych dzieci72.
Kilkadziesiąt osób wyselekcjonowano i pozostawiono w mieście do zbierania i sortowania mienia pożydowskiego. Byli wśród nich członkowie rady starszych i żydowskiej policji. Umieszczono ich (łącznie około 136 osób) w tzw. małym getcie, tj. w kilku domach, odizolowanych od miasteczka. Getto nie było ogrodzone, ale nie wolno było go opuszczać bez zezwolenia. Codziennie sprawdzano listę obecności. Za porządek i zachowanie mieszkańców odpowiadała policja żydowska73.
Większość mieszkańców owego małego gette trafiła prawdopodobnie 3 listopada 1942 do Pacanowa, skąd wraz z tamtejszymi Żydami zostali wysłani do obozu zagłady w Treblince74.
Po kilku tygodniach wróciła z ukrycia grupa ok. 200 Żydów. Wywieziono ich w następnych deportacjach (koniec 1942 lub początek 1943 r.) do obozów pracy, głównie do fabryki amunicji Hugo Schneider AG (HASAG) w Skarżysku-Kamiennej75.
Pacanów
Na początku października 1942 roku Niemcy wysłali z Pacanowa przez Stopnicę około 240 Żydów do obozu pracy przy fabryce HASAG w Skarżysku-Kamiennej. Zgłosili się dobrowolnie, w przeświadczeniu, że zaproponowany przez Niemców wyjazd będzie dla nich szansą na przeżycie.
Likwidację getta w Pacanowie przeprowadzono w dniu 3 listopada 1942 roku76. Z samego rana Niemcy zgromadzili całą ludność żydowską, około 3000 osób w rynku. Zgodnie z niektórymi świadectwami dodano do nich 300 Żydów z Nowego Korczyna, którzy porządkowali teren tamtejszego getta po jego likwidacji w dniu 2 października.
W czasie wysiedlenia w samym Pacanowie zginęło około 60 Żydów, których pochowano w zbiorowym grobie na cmentarzu żydowskim77. Z rynku w Pacanowie popędzono Żydów do stacji kolejowej w Szczucinie. W czasie marszu Żydzi byli bici, a tych, którzy nie mogli iść, zabijano78.
***
Mieszkaniec Pacanowa, Zdzisław Kondratowicz, tak wspominał wysiedlenie Żydów z miasta: “Świadkiem pędzenia Żydów pacanowskich do Szczucina nie byłem. Widziałem natomiast moment wypędzania Żydów i ich likwidację w Pacanowie. (…) W dniu ostatecznego wypędzenia Żydów, Niemcy ogłosili zakaz wychodzenia z mieszkań ludności nieżydowskiej pod groźbą zastrzelenia. To, co widziałem, było tylko fragmentem zbrodni.
Żydów wypędzano na rynek. Z tej grupy wybrano kilkunastu młodszych i silnych mężczyzn. Dano im opaski (inne od noszonych stale przez Żydów) i uczyniono z nich swoich pomocników. Panika i strach tych pomocników kazały im ściśle wykonywać każde polecenie żandarma.
Na pierwsze wezwanie wielu Żydów nie wychodziło ze swoich mieszkań. Byli to przeważnie ludzie starzy, obłożnie chorzy, leżący w łóżkach oraz matki z małymi dziećmi. Ale byli też tacy, którzy nie chcieli opuścić swoich domów. Tych ostatnich wyznaczona przez niemieckich żandarmów policja żydowska siłą zaciągnęła na rynek. Natomiast wszystkich starych, obłożnie chorych, leżących w łóżkach mordowano strzałem w głowę. Zadaniem policji żydowskiej było usunięcie zwłok. Gdzie zabrano zwłoki, nie wiem, lecz nie byli pogrzebani na żydowskim kirkucie. Nie wiem również, co stało się z grupą Żydów zmuszonych do pomocy w bestialskim mordzie. Sądzę, że chyba dołączyli do swoich współziomków pędzonych do Szczucina.
Jeden z momentów tej tragedii głęboko utkwił mi w pamięci. Był to mord na młodej Żydówce z dwojgiem dzieci. Z uliczki łączącej ul. Kościelną z ul. Mleczną (gdzie wówczas mieszkaliśmy) żandarm niemiecki wyprowadził młodą Żydówkę, może 25–letnią, która na ręce miała może półroczne dziecko, za prawą rękę prowadziła chłopca może 5–letniego. Niemiec chyba szukał ustronnego miejsca. Ponieważ lewa strona ulicy Mlecznej była gęsto zabudowana a prawą stronę ulicy odgradzał wysoki płot okalający plebanię – Niemiec rozejrzał się i nie znajdując innego miejsca, zatrzymał pędzonych akurat przed naszymi oknami, popchnął w kierunku płotu i strzałem z rewolweru zastrzelił matkę, następnymi chłopca, a w końcu rzucające się obok zabitej małe dziecko”79.
Pińczów
Przed wysiedleniem Żydów z Pińczowa sprowadzono do miasta Żydów z pobliskich wsi. W dniu 3 października 1942 r. nakazano ludności żydowskiej zgromadzić się rankiem nazajutrz na placu przed browarem przy ul. Jędrzejowskiej. Wysiedlenie nastąpiło w niedzielę, 4 października 1942 r. Tamtego dnia przywieziono furmankami na rynek w Pińczowie Żydów z Buska i Wiślicy. Wszystkich zgromadzonych Żydów skierowano w kierunku Jędrzejowa.
Wypędzenie Żydów przeprowadzili SS-mani i żandarmi, wspierani przez policję żydowską. Osoby, które nie opuściły swoich domostw albo usiłujące się skryć były zabijane. Zamordowano około 150 starszych kobiet i dzieci. Były też ofiary podczas przemarszu do Jędrzejowa. H. Smarzyński napisał w swojej książce: “Droga ta z Pińczowa do Jędrzejowa została usłana gęsto trupami pomordowanych bestialsko Żydów”80.
Na stacji kolejowej w Jędrzejowie wtłoczono Żydów do wagonów towarowych i wywieziono do obozu zagłady w Treblince.
Po odejściu Żydów, zlecono chłopom, strażakom i policji żydowskiej usunięcie zwłok. Zostały one pochowane przez policję żydowską pod nadzorem żandarmerii.Niemcy wraz z policją żydowską przeczesywali następnego dnia puste domy w poszukiwaniu ukrywających się Żydów i pozostawionych rzeczy. Zastrzelili kilka napotkanych osób. Zbili i przepędzili kilku Polaków przyłapanych na plądrowaniu mieszkań żydowskich. Po 2-dniowym polowaniu na ukrywających się Żydów Niemcy opuścili miasto81.

***
Wysiedlenie Żydów z Pińczowa przedstawił w swoich wspomnieniach Stanisław Jaklewicz82: “Na jesieni 1 października 1942 roku, chyba w niedzielę różańcową83, wypędzono ludność żydowską z Pińczowa. Podczas wysiedlania Żydów żandarmi niemieccy dopuszczali się licznych zbrodni. Są to rzeczy zbyt straszne by spokojnie je opisywać. Żandarmi okrutnie mordowali przede wszystkim kobiety, starców i małe dzieci. Często rozstrzeliwali matki razem z małymi dziećmi. Tak było w pobliżu archiwum miejskiego gdzie rozstrzelali matkę razem z trojgiem dzieci. Gdy zastrzelono matkę, dzieci bardzo płakały i nie chciały odwrócić się tyłem do oprawcy. Ten na siłę je odwracał i kolejno zabijał. Opuszczone domy żydowskie, wezwani strażacy, pod nadzorem Niemców, zabijali natychmiast deskami. Nie wolno było nikomu tam wejść.
(…)
Zebranych na placu koło browaru Żydów pińczowskich oraz Żydów spędzonych z okolicznych miejscowości, popędzono pieszo drogą na Skowronno w kierunku Jędrzejowa, gdzie był i jest duży punkt kolejowy. Zagłodzone kobiety wlekły jakieś worki, walizki. Starsze dzieci, które ocalały dreptały koło matek niosąc tobołki z odzieżą, czasem trzymając oburącz lalkę, pluszowego misia. Mężczyźni dźwigali w rękach walizki, nieśli worki, plecaki. Jesień była ciepła. Dach kapliczki św. Anny błyszczał w słońcu. Nad idącymi drogą koło więzienia unosiły się tumany kurzu. Niektórzy z idących odwracali się po raz ostatni spoglądając na miasto. Co pięćdziesiąt metrów szli z brzegu pochodu żandarmi i ukraińscy strażnicy. Niektórzy Żydzi dyskretnie pozdrawiali po raz ostatni znajomych Polaków, którzy niebacznie znaleźli się na trasie pochodu.
Zaraz po wysiedleniu przyjechały podwody z okolicznych wsi, na które kładziono zwłoki małych dzieci, starców, kobiet i wszystkich innych pomordowanych. Ofiary w liczbie około 150 osób zawieziono na żydowski kirkut, leżący na terenie dzisiejszej szkoły zawodowej. Był już tam przygotowany dół. Strażacy pod karabinami żandarmów, żydowska policja w pośpiechu wrzucali ofiary do dołu. Nikt nie odmawiał nad nimi modlitwy za zmarłych.
Dzień był słoneczny. W powietrzu unosiło się babie lato, ale nad miasteczkiem zastygła groza. Było cicho, nawet psy przerażone strzelaniną nie szczekały, nie było ludzi na ulicach, ptaków na drzewach. Droga do mojego domu prowadziła koło cmentarza żydowskiego. Wiedziałem, że mogę być zabity, jeśli zauważy mnie jakiś żandarm nie w humorze, ale strach mnie nie powstrzymał. Myślałem, że może kiedyś będzie potrzebny świadek tego koszmaru. Ostrożnie podszedłem pod ogrodzenie. Przez szczelinę w furtce kirkutu widziałem obok wielkiego dołu, żółciutką hałdę piasku, żandarmów w długich, porozpinanych zielonych płaszczach, karabiny niedbale oparte o drzewa, drabiniaste fury naładowane zwłokami, okolicznych chłopów z łopatami. Niektórzy palili papierosy. Wszyscy zachowywali się spokojnie, normalnie. Może u chłopów widać było jakąś nienaturalną sztywność i powolność w ruchach, ale żandarmi rozmawiali, śmiali się niespecjalnie zwracali uwagę na pracujących Polaków. Któryś odwijał cukierek z papierka. Po dwóch ludzi brało z wozów zwłoki i po podejściu do dołu i rozbujaniu, na trzy ciskali w głąb. Mimo odległości, niektórych martwych ludzi na furach poznawałem: sklepikarzy, sprzątaczy, znajome kobiety, handlarzy którzy od nas kupowali jabłka i miód. Zwłoki w okrwawionych ubraniach, niektóre ze straszliwymi postrzałowymi ranami jak po kuli dum-dum, bez twarzy, bez połowy czaszki.
Na drugi dzień pożydowskie domy przeglądali żydowscy policjanci. Chodzili po domach wraz z żandarmami, stukali w ściany, zrywali podłogi, rozbijali meble, Szukali złota, futer, materiałów. Przy okazji Niemcy mordowali Żydów, którzy ukryli się poprzedniego dnia i nie opuścili miasta. W piwnicy jednego z domów przy ul. Gęsiej odkryli dwu Żydów, rymarza i jego syna, obu zastrzelili przed domem. W tym samym czasie zastrzelili starą kobietę żydowską i młodego chłopaka Srula Chęcińskiego. Po zwłoki pomordowanych przyjechały furmanki.
Niektórzy pińczowianie, mimo zagrożenia karą śmierci, również penetrowali pożydowskie domy. Znaleźli kosztowności. Gdy wiadomość o tym dotarła do żandarmów, ci biciem wymusili ich zwrot, życie wielkodusznie im darowano. Inni „poszukiwacze” przezorniejsi, nie chwalili się tak zdobyczami.
Wiele pińczowskich Żydów ukrywało się w okolicznych wsiach, lasach. W miejscu zwanym Zakamień, koło Bogucic, u chłopa Adamczyka ukrywało się w bunkrze pod stodołą około dziesięciu Żydów, w tym rodzina garbarza z Pińczowa nazwiskiem Rojt. Wszystkich łącznie z gospodarzem zamordowali żandarmi z Buska. Rankiem po wyjściu z domu słyszałem jak za horyzontu z nieodległego Zakamienia niesie się odgłos strzałów. To właśnie rozstrzeliwano Adamczyka z Żydami i rodziną. Zakopano ich w lesie boguckim. Właściwie tylko przysypano trochę ziemią. Lisy potem kopały w tym miejscu i choć przysypano potem to miejsce nową warstwą ziemi, przechodząc kiedyś tamtędy natknąłem się na obgryzioną rękę ludzką wystającą z opadłych liści. Właściciele młyna wodnego z Pińczowa Rozencwejgowie, ich dwie córki, syn ukrywali się w lesie pod Grochowiskami, tam ich też zastrzelono”.
Stopnica
Getto w Stopnicy utworzono w 1941 r. Miało ono charakter otwarty i było zlokalizowane na południowej pierzei rynku i dalej w kierunku na południe. Żydom pozwolono zostać w swoich domach, zgrupowanych na jednym obszarze, nie przemieszanych z domami polskimi. Getto obejmowało też okolice ul. Bożniczej i synagogi, czyli przeciwległej, północnej strony rynku. Po skierowaniu do Stopnicy 360 Żydów wysiedlonych z Radomia w grudniu 1940 r., a następnie ok. 250 wysiedlonych z Płocka pod koniec lutego 1941 r., część z nich zakwaterowano w domu modlitwy u Barucha Buchmana (wschodnia pierzeja rynku) i w bożnicy (ul. Bożnicza, dziś ul. Północna)84. Innym wyznaczonym dla Żydów miejscem był teren na przedłużeniu ulicy Kościuszki. Tam znajdowały się budy, w których handlowano mięsem przed wojną.
Gdy wiosną 1942 r. przebywało w Stopnicy około 5 tys. Żydów, w tym duża liczba uciekinierów i przesiedleńców, utworzono dodatkowo getto zamknięte naprzeciwko wejścia na stary cmentarz katolicki (skrzyżowanie ówczesnych ulic Hallera i Targowej, dziś – Dr. Piotrowskiego i Targowej)85. Stłoczono tam tak wielu ludzi, że siedzieli i stali na ziemi pod gołym niebem86.

Niemcy wysiedlili Żydów ze Stopnicy w dniach 5 i 6 listopada 1942 r. Najpierw wydzielili ze społeczności żydowskiej 1500 osób i wysłali do obozu pracy w Skarżysku-Kamiennej. Około 3000 Żydów87 popędzili pieszo do oddalonej o 20 km stacji kolejowej w Szczucinie, skąd skierowali ich do obozu zagłady w Treblince. Tych, którzy usiłowali się schronić, albo zastrzelono na miejscu albo dołączono do opuszczającej miasto kolumny. Posiłkując się Ukraińcami, Niemcy zastrzelili wtedy około 400 starszych Żydów i dzieci. Ciała zamordowanych zostały pogrzebane tuż przy cmentarzu żydowskim, później wykopane i spalone88.
Około 200 (według innych źródeł 70) młodych kobiet i mężczyzn zatrzymano w Stopnicy do pracy w szwalni i przy budowie drogi. Na miejscu pozostała też żydowska milicja i członkowie Rady Starszych z rodzinami. Wszyscy zostali umieszczeni w tzw. małym getcie. Po stworzeniu szwalni dołączyło około tysiąca Żydów, którzy ukrywali się w okolicy. W styczniu 1943 r. niektórych z nich wysłano do getta w Sandomierzu, innych do obozu pracy w Poniatowej89. Według powojennych zeznań świadków, małe getto zostało zlikwidowane w połowie 1943 roku90.
***
Franciszek Faliszewski, tak wspominał w swojej książce tamten sądny dzień dla Żydów stopnickich91: “W dniu 5 listopada eksterminacja objęła ludność żydowską ze Stopnicy. Moi sąsiedzi Żydzi noc poprzedzającą wysiedlenie spędzili poza domem. Jednak następnego dnia wieczorem powrócili do swego mieszkania. Zarówno oni, jak i wszyscy Żydzi w Stopnicy zostali perfidnie oszukani, tegoż dnia bowiem przedstawiciel ich gminy złożył pokaźny okup w Gestapo i otrzymał przyrzeczenie odroczenia wywozu ludności żydowskiej ze Stopnicy. Uspokojeni Żydzi powrócili na noc do swoich mieszkań. Tymczasem zaraz następnego dnia z rana Niemcy otoczyli Stopnicę i z wszystkich domów spędzili ludność żydowską na rynek. Opłotki i ulice usłane zostały trupami bezbronnych ludzi. Oprawcy nie znali litości. Gdy z jednego z opuszczonych żydowskich mieszkań wybiegło w koszulinie na ulicę zapomniane czy też celowo przez rodziców zostawione dziecko i z płaczem wzywało głośno matki, niemiecki żandarm zastrzelił je.
Obaj z kolegą Hipolitem Zielnicą92 byliśmy świadkami, jak jeden z żołdaków wyprowadził na ścieżkę ku cmentarzowi wykrytą w pobliskim stogu zboża młodą Żydówkę, trzymającą za rączkę kilkuletnie dziecko. W pewnym momencie sam się zatrzymał, a gdy kobieta odeszła parę kroków, oddał z tyłu do niej strzał. Kobieta padła martwa na ziemię, obok niej stało bezradnie dziecko. Niemiec podszedł do niego, posadził je na plecach martwej matki i skierował śmiertelny strzał w serce płaczącego dziecka. Po dokonaniu zbrodni odszedł spokojnie, z miną człowieka zadowolonego z siebie.
Na cmentarzu katolickim w Stopnicy pewna Żydówka niepostrzeżenie pozostawiła swoją córeczkę. Przypadkowy przechodzeń słysząc płacz dziecka, zabrał je ze sobą i zaniósł do pobliskiego szpitala. Tu dzieckiem zaopiekowały się siostry pracujące w szpitalu93. W niedługim czasie dziecko zostało przyjęte na wychowanie przez bezdzietne małżeństwo P. w Busku-Zdroju”.
***
Wacław Hetnarski tak wspominał wysiedlenie Żydów ze Stopnicy: “Był to 5 listopada 1942 r. Rano obudziła nas palba karabinowa, dochodziła z północno-zachodniej części miasta. Ponieważ Żydów tam nie było, sądzę, że miała to być pobudka sygnalizująca ich wysiedlenie. Natychmiast wstaliśmy. Nie mieliśmy wątpliwości, że zaczyna się operacja wysiedleniowa. Około godziny 7 – 8 w mieszkaniach zajmowanych przez Żydów zaczął się gwałtowny ruch, szuranie wielu stóp. Wkrótce dały się słyszeć gardłowe wrzaski niemieckie „raus, raus !” i strzały na rynku, i w bocznych ulicach. Krzyki oprawców mieszały się z nawoływaniami szczutych ludzi. (…) Tego feralnego dnia już od wczesnego rana dochodziły do nas z sieni odgłosy szurania butów i pospiesznych kroków. Karabinowe strzały wydawały się koncentrować w okolicy rynku, na który zaczęły napływać pierwsze grupy nieszczęśników naznaczonych gwiazdami Dawida. (…) Od czasu do czasu padały strzały. Gwar głosów kilkutysięcznej rzeszy ludzkiej mieszał się z komendami Niemców oraz okrzykami policji żydowskiej starającej się utrzymać porządek. (…) Około 2 po południu kolumna Żydów wyruszyła w stronę Szczucina. Ci, którzy nie byli w stanie iść byli zabijani na miejscu. (…) Około 3 po południu rynek stopnicki opustoszał. Pozostały tu i ówdzie trupy, kałuże krwi, zawiniątka, jakieś papiery i szmaty. Wozy, zaprzężone w człapiące konie powoli przeciągały przez rynek. Były wypełnione trupami, zabranymi z bocznych ulic. Z furmanek przykrytych plandekami wystawały kończyny zabitych. Szczególnie utkwiła mi w pamięci noga kobiety obuta w pantofel, stercząca niemal prostopadle w kierunku
pochmurnego nieba, stanowiła jakby symbol niemego protestu przeciwko krwawym wydarzeniom.(….) Nie był to koniec tragedii, jej dalszy ciąg właśnie się zaczynał. Osoby stare i chore, oszczędzone w czasie wysiedlenia przetransportowano na rynek. Kładziono je, bądź ustawiano w pozycji półleżącej, w rogu rynku, po tej samej stronie co szkoła, we wschodnim końcu północnej pierzei, w pobliżu sklepu, gdzie jak pamiętam, sprzedawano papierosy. Wokół tego sklepu zebrała się grupa Niemców, którzy zaczęli strzelać do Żydów. Byli widocznie w dobrym nastroju, być może podchmieleni. Przyłączył się do nich jakiś cywil, który właśnie wyszedł ze sklepu, z ożywieniem, żartując, coś z nimi omawiał, wydawało się że wyniki tej tragicznej strzelaniny. (…) Następnego dnia wyszedłem na spacer nie zwracając uwagi na kolor brukowanej nawierzchni. Po powrocie stwierdziłem z przerażeniem, że moje buty pokrywa warstwa czerwonego błota. Dopiero wówczas zauważyłem, że rynek pokryty był warstwą krwi”94.
Szydłów
Szydłowskie getto Niemcy zlikwidowali w sobotę 3 października 1942 r. Najpierw utworzyli drogą selekcji grupę 150 osób i skierowali ją do obozu pracy. Tysiąc osób popędzono do Chmielnika. We wtorek 6 października wraz z Żydami z Chmielnika skierowani zostali do stacji kolejowej w Wolicy pod Chęcinami.
Podczas akcji wysiedlenia, Niemcy zabili 15 Żydów, których pochowano na cmentarzu żydowskim w Szydłowie. Akcję przeprowadzili i mordów dopuścili się żandarmi z Szydłowa95 i Nowego Korczyna.
Około 200 Żydów rozproszyło się w pobliskiej okolicy. Niektórzy wrócili. Zostali oni wysłani 7 listopada do Staszowa wraz z Żydami z Kurozwęk. Tam przez całą noc stali na rynku bez wody i żywności, strzeżeni przez Niemców i ukraińskich pomocników. Następnego dnia, 8 listopada, pognano ich razem z 6 tysiącami Żydów ze Staszowa pieszo do Szczucina96. W drodze do miejsca przeznaczenia zamordowano około tysiąca osób. Ciała pochowano we wsi Niziny97.
***
Powojenne zeznania czworga świadków wypędzenia Żydów ze Staszowa98:
Michał Socha, mieszkaniec Staszowa: “Byłem członkiem straży ogniowej w Staszowie. W czasie wysiedlania Żydów ze Staszowa nakazali straży pilnowanie mienia żydowskiego, a następnie sprzątanie trupów. Byłem więc osobiście przy wysiedlaniu i widziałem, jak ono się odbywało. Wysiedlanie przeprowadzało SD z Opatowa i żandarmeria ze Staszowa, pomagali im Ukraińcy. Widziałem, jak Niemcy idącym Żydom podstawiali nogę, a gdy Żyd się przewrócił, strzelali im w głowę. Żydów, którzy od razu nie opuścili mieszkania, zabijano na miejscu. W czasie drogi strzelali – tak że na ulicach miasta i w drodze ku Stopnicy zasłane było trupami, między nimi pozabijanych dzieci”.
Stanisław Łukawski, urzędnik samorządowy: “Widziałem na krótkim odcinku przemarsz ludności żydowskiej w dniu wysiedlenia [w Staszowie – RS]. Wysiedlenie przeprowadzało SD i żandarmeria z pomocą Ukraińców. Niemogących iść ludzi strzelano po drodze. Na odcinku od rynku do budynku Zarządu Miejskiego, mierzącym do 80 metrów, naliczono około 30 osób zabitych. Gdy po wymarszu Żydów wyszedłem na ulicę, sprzątano trupy, a ulice zalane były krwią. Pędzono Żydów w kierunku Stopnicy, na całej trasie strzelano ich, czym dalej od miasta, tym trupy na drodze były liczniejsze. Ukraińcy, użyci przez Niemców do pomocy, byli upici wódką”.
Zofia Szefer (1875-1972), żona pastora ewangelickiego w Sielcu, ks. płk. Kazimierza Szefera: “W okresie okupacji zamieszkiwałam w Sielcu, gm. Oględów, pow. stopnickiego. (…) Obok mego domu Niemcy pędzili Żydów ze Staszowa w kierunku Stopnicy – była stała przy tym strzelanina, ludzi, którzy słabli w drodze, mordowano, nie tylko mężczyzn, lecz kobiety i dzieci. Na samym moim polu – długości do kilometra – pozostało 14 zabitych Żydów. Droga była pokryta krwią”.
Jan Panek, mieszkaniec Staszowa: “Jestem i byłem w czasie okupacji naczelnikiem Straży Pożarnej w Staszowie. W nocy na 8 listopada 1942 r. otrzymałem polecenie od burmistrza, abym zebrał większy oddział strażaków i oczekiwał dalszych dyspozycji. W dzień zaczęło się wysiedlanie Żydów. Milicja żydowska pilnowała, aby wszyscy Żydzi opuścili mieszkania, utworzono kolumnę z kilku tysięcy Żydów i popędzono ich w stronę Stopnicy. Wysiedlenie przeprowadzała żandarmeria z Ostrowca, z Opatowa i Staszowa przy pomocy Ukraińców. Przed ruszeniem kolumny widziałem zastrzelenie 2 Żydów przez SD-mana z Ostrowca. Gdy kolumna ruszyła, poczęto strzelać Żydów w kolumnie, trwało to przez całą drogę. Zastrzelonych rewidowali volksdeutschte, a my – strażacy mieliśmy polecenie zbierać trupy już zrewidowane i zwozić na cmentarz żydowski celem pogrzebania. Na odcinku drogi przez miasto i do granicy powiatu stopnickiego, tj. około 1½ km, było kilkadziesiąt trupów. Na cmentarzu zdarzył się taki wypadek: przyniesiono dziecko porzucone w rowie przez matkę. Niemiec kazał mi włożyć je żywe do dołu z trupami i zakopać. Odmówiłem. Wtedy Niemiec strzelił z bliskiej odległości do dziecka tego, lecz dziecko było w poduszce, więc nie zauważyłem trafienia. Niemiec kazał mi zakopać, ja znów odmówiłem, bo dziecko żyło. Wtedy ów Niemiec strzelił do dziecka z karabinu i wkrótce dziecko zmarło. Wtedy pogrzebaliśmy je. Wiadomo mi – jeden wypadek widziałem osobiście – że każdego Żyda spotkanego po wysiedleniu Niemcy strzelali”.
***
Wójt gminy Szydłów, Karol Zieliński, tak wspominał dzień 3 października 1942 r.: “Wysiedlanie Żydów z Szydłowa odbyło się jesienią 1942 roku. Będąc wójtem w Szydłowie, mieszkałem jednak w swojej wsi, w Woli Żyznej… Tego dnia o świcie woźny z gminy powiadomił mnie, bym zgłosił się do gminy i dostarczył podwody konne na żądanie żandarmów niemieckich. Po przybyciu do Szydłowa zastałem już wszystkich Żydów, spędzonych na rynek. Naprzeciwko nich stali żandarmi niemieccy z Chmielnika i z Nowego Korczyna99, a także kilku granatowych policjantów. W Szydłowie było wtedy ponad tysiąc Żydów. Od żandarmów otrzymałem polecenie nie tylko dostarczenia im furmanek. Musiałem także chodzić po mieszkaniach żydowskich i zamykać ich drzwi po wysiedleniu ich właścicieli. Do pomocy dostałem kilku strażaków. Miało to na celu zabezpieczenie pożydowskiego mienia, które później mieli zabrać Niemcy.
W wysiedlaniu Żydów brało początkowo udział siedmiu żandarmów, a potem zostały tylko trzech. Czterech popędziło wysiedlonych z Szydłowa szosą w kierunku Chmielnika. Ci trzej chodzili po mieszkania żydowskich i sprawdzali, czy wszyscy Żydzi zostali wypędzeni. Przeglądali także mienie pożydowskie. W mojej obecności jeden z żandarmów, ten z Nowego Korczyna, którego nazwiska nie znałem, zastrzelił Żyda. Stało się to w trakcie ruszania kolumny w kierunku Chmielnika. Źyd ten miał ponad 60 lat. Niósł worek, który zawierał co cenniejsze jego rzeczy. Nie mając na tyle siły, by udźwigać tobołek, ciągnął go za sobą. Gdy żandarm ów zobaczył to, doskoczył do niego i strzałem w tył głowy pozbawił go życia. Zastrzelony został w rowie i dopiero później Polacy zawieźli go na cmentarz żydowski i tam pochowali.
W tym czasie, gdy chodziłem po opuszczonych przez Żydów mieszkaniach i zamykałem je, trzej żandarmi z Nowego Korczyna szli krok w krok za mną. Pilnowali mnie. W jednym z mieszkań zastali starą Żydówkę, która leżała w łóżku. I znów żandarm z Nowego Korczyna doszedł do niej i zastrzelił z pistoletu.
Chodząc po opuszczonych mieszkaniach, żandarm Radke zastrzelił jeszcze jednego starego Żyda, a następnie starą Żydówkę. Gdy weszliśmy ponownie do jednego z mieszkań, które zamknąłem już wcześniej, bo żandarmi chcieli zobaczyć pozostawione tam mienie, okazało się, że została tam jeszcze Żydówka. Jej wiek około 40 lat. Miała przy sobie dwa tobołki, a w ręku trzymała różaniec i mówiła się. Jeden z żandarmów, już nie patrzyłem który, zastrzelił z pistoletu i nieszczęśliwa została w tym mieszkaniu.
Pod posterunkiem granatowej policji znów ów żandarm z Nowego Korczyna, który już wcześniej zamordował na rynku Żyda z workiem, zastrzelił Żyda z Szydłowa, nazwiskiem Bajwół. Wydarzyło się to następujących okolicznościach. W tym czasie żandarmi niemieccy po zakończeniu wysiedlenia Żydów Szydłowa, przebywali na libacji w mieszkaniu komendanta posterunku policji granatowej, które mieściło się obok posterunku. Skąd ten Żyd tam się wziął, trudno powiedzieć. Żandarm doprowadził go i zostawił pod drzwiami posterunku, gdzie nieszczęśliwy musiał zaczekać, aż hitlerowiec zje śniadanie. Żyd modlił się przez cały czas i płakał. Aż wreszcie żandarm wyszedł i zabił go, trafiwszy z pistoletu w głowę. Zabity przewrócił się i tak pozostał, a żandarm odszedł w kierunku rynku. Zamordowany miał około 50 lat. Dlaczego nie uciekał ? I on również został pochowany przez miejscową ludność na cmentarzu żydowskim w Szydłowie. Żandarm ów miał około 30 lat, był średniego wzrostu, grubej budowy ciała. Pozostałych żandarmów: Radkego i Ciesielskiego znałem z nazwiska.
Żandarmi niemieccy zastrzelili tego dnia również kilkunastu Żydów, gdy pędzili ich drogą. Mordowali tych, którzy nie mogli iść z powodu wieku czy choroby i pozostawali w tyle …”100.
O świeżych śladach bestialskiego, masowego mordu na Żydach staszowskich, wśród nich na Żydach szydłowskich, po ich wymarszu 8 listopada 1942 r. ze Staszowa w kierunku Stopnicy i Szczucina pisał ukrywający się na plebanii w Tuczępach lekarz Bolesław Sobolewski: “Wracając ze Lwowa przez Staszów do Tuczęp, jechałem drogą, którą w przeddzień ze Staszowa do Stopnicy Niemcy pędzili całą ludność żydowską ze Staszowa. Do tych, którzy nie mogli iść po drodze strzelano. Śmiało można powiedzieć, że cały ten gościniec był zbroczony i przesiąknięty krwią. Co kilka kroków na polach, za rowami były mogiły żydowskie. Ludzie opowiadają, że na tej drodze, nim Żydzi doszli do stacji w Szczucinie, padło ich do ośmiuset”101.
Wiślica
Wysiedlenie ludności żydowskiej z Wiślicy odbyło się w niedzielę, 4 października 1942 r. siłami kieleckiej placówki zamiejscowej Policji Bezpieczeństwa (Sicherheitspolizei) i żandarmerii z Nowego Korczyna102. Do otoczenia osady użyto także policji polskiej i junaków Służby Budowlanej (Baudienst)103.
We wczesnych godzinach rannych zebrano na rynku około 2200 Żydów. Mogli wziąć ze sobą tylko niewielki bagaż podręczny. Przewodniczący Rady Starszych przekupił dowódcę policji, by ta nie była nazbyt gorliwa w pościgu za Żydami ryzykującymi ucieczkę. Dzięki temu niektórym udało się zbiec.
Żydzi zostali załadowani na podstawione furmanki chłopskie i skierowani do Pińczowa. Stamtąd, wraz z Żydami z Pińczowa i Buska-Zdroju konwojem dotarli do stacji kolejowej w Jędrzejowie104.
Według wydanego w 1980 r. przez Ministerstwo Sprawiedliwości rejestru niemieckich zbrodni, podczas akcji wysiedlania Żydów z Wiślicy żołnierze Wehrmachtu i żandarmi rozstrzelali 35 osób105.
***
Dramat wysiedlenia i wysłania na zagładę Żydów z Wiślicy ukazany jest we wspomnieniach Yitzchaka Kazimierskiego106: “O wysiedleniu Żydów z Wiślicy. Autor wspomnień: Yitzchak Kazimierski. Shemini Atzeret 5703 – 3.10.1942.
Cisza przed burzą, miasto żyje w strachu. Strach, zniszczenie i niebezpieczeństwo!
Przez cały czas napływają kolejne informacje o wysiedleniach, atmosfera robi się coraz bardziej ponura. Jesteśmy bezradni wobec krążących plotek. Pojawiają się sprzeczne informacje o deportacjach w Warszawie, Kielcach, Częstochowie i innych miastach, jak również o losie deportowanych. Wkrótce dociera do nas wiadomość o deportacjach w położonym niedaleko od Wiślicy Miechowie. Dowiadujemy się coraz więcej o metodach stosowanych przez Niemców i o masakrach, do których dochodzi podczas transportów. Kiedy jednak przed Rosh Hashana 5703 zaczęły się wysiedlenia w Działoszycach, a w Wiślicy pojawili się pierwsi uciekinierzy, którzy chcieli się uratować przed śmiercią, sprawy zaczęły nabierać bardziej konkretnych kształtów. Zrozumieliśmy, że po nich przyjdzie nasza kolej. Uciekinierzy z Działoszyc ukryli się wśród nas bez wiedzy Niemców. Byli zgorzkniali, ich twarze wyrażały smutek, ponieważ jeszcze wczoraj byli świadkami zagłady swojego miasta. Włóczyli się jak błędne cienie.
Yom Kippur – Uciekinierzy, których spotkaliśmy w synagogach w Jom Kippur, pogłębiali nasz ponury nastrój. Ci ludzie wywoływali w nas ogromny smutek. Wyczerpani, załamani na sercach i duszach. Uciekli bez swoich rodzin, dokąd tylko się dało i bardzo się martwili o ich los. Nikt nie dopuszczał jednak myśli, że już nigdy mógłby swojej rodziny nie zobaczyć. Kiedy kantor odmawiał modlitwę „El male Rachamim” („Boże pełen miłosierdzia”), wszyscy zgromadzeni wybuchnęli płaczem. Oczy wypełniły się łzami, każdy modlił się w głębi serca w intencji tego, aby przeżyć nadchodzące kłopoty. Na koniec wszyscy złożyli sobie życzenia, „G`mar chatima Tova” („Obyś był zapisany w księdze życia na przyszły rok”), ale i tak nie poprawiło to żałobnego nastroju.
Hoshana Rabbah (siódmy dzień święta Sukot) – jesienne słońce słabo grzeje zrozpaczonych mieszkańców miasta. Ludzie chodzą i szepczą. Nie wiedzą, co robić. Wszyscy chcą się dowiedzieć, czy wydarzyło się coś nowego. Takie pytanie zadawane jest w każdym miejscu, na każdym rogu. Niepokój wśród Żydów stale rośnie. Wydarzeniem, które przyczyniło się do wzrostu niepokoju, była niespodziewana wizyta dowódcy niemieckiej policji w naszym dystrykcie, który przybył do Wiślicy w towarzystwie grupy policjantów. Obeszli całe miasto i wyjechali. Później zrozumieliśmy, że niemiecki plan polegał na tym, aby w ustalonym dniu otoczyć całe miasto w taki sposób, żebyśmy nie mogli z niego uciec. Na ulicach Wiślicy panuje żałobny nastrój. Prawie nigdzie nie widać ludzi. Każdy zamknął się w sobie, jak gdyby mogło to w czymś pomóc. Niepokój rośnie.
Serce nam podpowiada, że wkrótce coś się wydarzy. Przygotowania do jutrzejszego święta idą jak po grudzie. W przeddzień święta synagogi są puste, nikt się nie modli. Na ulicach też nie ma Żydów. Ogarnął nas strach i ciemność. Podczas całej dotychczasowej okupacji niemieckiej nic takiego nie miało jeszcze miejsca. Miasto jest jak zapieczętowane – nikt do niego nie wjeżdża, nikt go nie opuszcza. Wiśliccy Żydzi położyli się spać z ciężkim sercem, głęboko zatroskani o swoją ostatnią noc w mieście.
Shemini Atzert (Ósmy dzień święta Sukot) – Wiadomość o tym, że miasto zostało otoczone przez Niemców, Polaków i członków polskiej brygady roboczej, spadła na nas jak grom z jasnego nieba. „Bo to dzień popłochu, zdeptania i rozsypki” (Iz 22:5); „Ten dzień jest dniem utrapienia i kary, i hańby” [Iz 37:3]. W całym mieście słychać dudnienie, jakby doszło do trzęsienia ziemi. Wszędzie widać podenerwowanych Żydów, którzy biegają z miejsca na miejsce, jakby stracili rozum. Niestety, na ucieczkę jest już za późno. „Lament i gorzki płacz” [Jr 31:15]. Ludzie szykują się w swoich domach do ostatniej podróży, pakują skromne tobołki, które pozwolono im zabrać – trochę podręcznych rzeczy i jedzenia. Po dwóch godzinach przygotowań pada rozkaz: „Wszyscy Żydzi mają się stawić na głównym rynku”.
Marsz śmierci – co za straszliwy widok, biada oczom, które go oglądały. Na rynku zaczynają się gromadzić rodziny, przybywają ze wszystkich ulic i zakątków. Mężczyźni, kobiety i dzieci ubrani w najlepsze, zimowe ubrania, z tobołkami w rękach. Twarze Polaków wyrażają zadowolenie. Z ich miasta wkrótce znikną żydowscy mieszkańcy, którzy gromadzą się na rynku (w tym samym czasie zjawia się wysłany przez Żydów z Nowego Korczyna człowiek. Ma on sprawdzić, czy doniesienia o deportacjach są prawdziwe. Podchodzę do niego i mówię: „Uciekaj stąd szybko, bo inaczej cię zabiją”). Wśród znamienitych Żydów, którzy zebrali się na rynku, jest m.in. wiślicki rabin, Wielki Rabin R` Chaim Shlomo Schwartz, a także nasz rytualny rzezak, HaRav R` Natan Dawid Hershkowitz. Tylko im udało się zachować brody do ostatniej chwili, chociaż w mieście obowiązywał zakaz ich noszenia wydany przez Niemców.
Na rozkaz Niemców ustawiamy się w szeregu, aby ułatwić liczenie. Zarząd gminy i ich rodziny stoją na przedzie, przewodniczący gminy głośno płacze. Ludzie zazdroszczą tym, których tu nie ma, bo to oznacza, że albo udało im się uciec, albo znaleźli schronienie. Być może przeżyją kolejną godzinę, ale to i tak bohaterskie zachowanie, bo nie wykonali niemieckiego rozkazu.
Wiśliccy Żydzi zbierają się ostatni raz. Stoją z pochylonymi głowami, na ich twarzach maluje się wstyd, cierpienie i złość. Ten ponury widok mnie przeraża. Rodziny stoją obok siebie, mężczyźni, ich żony i dzieci. „…kochający się i mili przyjaciele, za życia i w śmierci nie są rozdzieleni” [2 Sm 1:23]. Wyrwani z korzeniami ludzie opuszczają domy, w których ich przodkowie mieszkali przez wiele pokoleń, tu się rodzili, tu żyli, tu umierali i tu ich grzebano. Łańcuch pokoleniowy trwał przez stulecia, a teraz… Niestety! … Wyrywa się ich z korzeniami, a cały trud dawnych pokoleń idzie na marne.
Zniszczenie, spustoszenie… Gdzie jest Mesjasz?!
Po sprawdzeniu listy obecności podjeżdżają wozy, które mają zabrać wszystkich do Pińczowa. Jest ich nieskończenie wiele, setki wozów ze wszystkich okolicznych wsi, żeby jak najwięcej Polaków wzięło udział w wygnaniu nas z miasta. Żydzi – ofiary, rodzina za rodziną, wdrapują się powoli na wozy, które stopniowo odjeżdżają z rynku. Żydzi oglądają się za siebie ostatni raz, opuszczają Wiślicę płacząc. A więc w końcu i nas spotkał ten los! Akcja dobiegła końca – miasto jest martwe i pogrzebane, Wiślica zostaje za nami i już nie ma w niej Żydów.
W ostatniej drodze towarzyszyła im modlitwa R` Hertzkiego Lindina, który po raz ostatni modlił się słowami „Tefilat HaGeshem” – modlitwy o deszcz odmawianej w Shmini Atzeret”.
Przypisy
- Pierwszy z tych dokumentów (Generalplan Ost) opracowany został przez Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy, drugi (Die Frage der Behandlung der Bevölkerung der ehemaligen polnischen Gebiete nach rassenpolitischen Gesichtspunkten) przez E. Wetzel i G. Hecht w Urzędzie Polityki Rasowej NSDAP.
- Biuletyn Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, Tom XII, s. 11; W odniesieniu do Wielkopolski, podstawą formalną dla wysiedleń był dekret Himmlera z 30.10.1939 r. i zarządzenie wykonawcze do tego dekretu, ogłoszone 12.11.1939 r. przez wyższego dowódcę SS i policji w “Kraju Warty”, Koppe´go.
- Wszelkie wysiedlenia na terenach okupowanej Polski w latach 1939-1945 (nie licząc ewakuacji z likwidowanych obozów koncentracyjnych), jako forma terroru niemieckiego, dotknęły 2,5 miliona osób. Sprawozdanie w przedmiocie strat i szkód wojennych Polski w latach 1939–1945, opracowane przez Parlamentarny Zespół ds. Oszacowania Wysokości Odszkodowań Należnych Polsce od Niemiec za Szkody Wyrządzone w trakcie II Wojny Światowej. Warszawa 2017, Tablica V. “Niektóre formy terroru okupanta”, s. 36.
- Tragedia ludności polskiej, wypędzonej z domów, gospodarstw, warsztatów rzemieślniczych i sklepów, została przedstawiona m.in. w: Maria Wardzyńska, Wysiedlenia ludności polskiej z okupowanych ziem polskich włączonych do III Rzeszy w latach 1939–1945, Warszawa 2017; Maria Rutowska, Wysiedlenia ludności polskiej z Kraju Warty do Generalnego Gubernatorstwa 1939-1941, Poznań 2003.
- Bogdan Musial, Deutsche Zivilverwaltung und Judenverfolgung im Generalgouvernement. Eine Fallstudie zu Distrikt Lublin 1939–1944, Wiesbaden 1999, s. 29; Inaczej, niż w opinii B. Musiała, bo z ufnością w ludzkie miłosierdzie oceniał sytuację w diecezji kieleckiej ksiądz Paulewicz: “Liczne listy pasterskie ordynariusza zachęcały do praktykowania w codziennym życiu chrześcijańskiej caritas. Stanowią one chlubne świadectwo wychowywania wiernych w diecezji w duchu prawdziwej miłości chrześcijańskiej. Pod ich wpływem otoczono serdeczną i troskliwą opieką wysiedleńców, których dziesiątki tysięcy przybywało do GG. Z terenu Rzeszy ze Śląska, Poznańskiego, Pomorza), a później ze wschodnich ziem polskich i z Warszawy, po upadku powstania. Wierni ubogiej wówczas diecezji, jak ewangeliczna wdowa, dzielili się z wysiedlonymi pożywieniem, ciasnymi mieszkaniami, skromną odzieżą, aby ci mogli tylko przeżyć”. Marian Paulewicz, Diecezja kielecka [w:] Życie religijne w Polsce pod okupacją hitlerowską 1939-1945, praca zbiorowa pod red. Zygmunta Zielińskiego, Warszawa 1982, s. 242.
- Marcin Kwiecień, Opieka nad uchodźcami na terenie Radomia i powiatu radomskiego w okresie okupacji hitlerowskiej. Biuletyn Kwartalny Radomskiego Towarzystwa Naukowego T. 31, z. 1-4, 1996; Ludwik Slaski i Bohdan Thugutt, Losy ziemian powiatu pińczowskiego w okresie okupacji 1939-1945 [w:] Janina Leskiewiczowa (red.), Ziemiaństwo polskie 1920-1945. Zbiór prac o dziejach warstwy i ludzi. Warszawa 1988; Jerzy Gapys, Życie codzienne na wsi polskiej w latach II wojny światowej. Między Wisłą a Pilicą. Studia i Materiały Historyczne, Tom 5. Kielce 2004, s. 347-352.
- Friedrich Egen (1903-1974) studiował prawo w Tybindze i Berlinie. W swojej karierze urzędniczej do 1939 roku, po przejściu przez kilka instytucji szczebla powiatowego, trafił do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Wirtembergii. Od połowy września do połowy grudnia 1939 r. był starostą miejskim (Stadthauptmann) w Radomiu, następnie – od połowy grudnia 1939 do lipca 1942 r. i ponownie od września 1943 do końca 1944 r. starostą powiatowym (Kreishauptmann) powiatu ziemskiego Radom. Według niektórych źródeł, pełnił też funkcję starosty powiatowego w Sandomierzu, ale brak tu precyzyjnych informacji. Od początku stycznia 1940 r. był kierownikiem urzędu szefa dystryktu radomskiego (Lasch), później gubernatora (Kundt). W 1945 r. Egen został aresztowany i rok później przekazany do Polski (zgodnie z Deklaracją Moskiewską z 1943 r.). Wyrokiem Sądu Okręgowego w Radomiu został skazany na 12 lat więzienia. Główny ciężar oskarżenia wynikał z jego kierowniczych funkcji w Dystrykcie Radom. Opuścił więzienie i wrócił do Niemiec w 1956 r. Prowadzone przeciwko niemu postępowanie Prokuratury w Stuttgarcie (podejrzenie o współodpowiedzialność za mordy na Żydach w Radomiu i Ryczywole i deportacje do obozu zagłady w Sobiborze) zostało umorzone z powodu jego śmierci w 1974 r. Markus Roth, Dr. Friedrich Egen: Karriere „im Osten“, [w:] Wolfgang Proske (wydawca): Täter Helfer Trittbrettfahrer. NS-Belastete aus Baden-Württemberg, Tom 10: NS-Belastete aus der Region Stuttgart. Gerstetten – Kugelberg, 2019, s. 104–112; Staatsarchiv Ludwigsburg EL 317 III Bü 937.
- AIPN GK 639/13, k. 133-134.
- Więcej o zaangażowaniu duchownych w pomoc dla wysiedleńców – patrz rozdział “Działalność charytatywna i społeczna Kościoła”.
- Archiwum Ringelbluma, Wstęp do tomu 6 “Generalne Gubernatorstwo”, oprac. Aleksandra Bańkowska, s. XXIX.
- Adam Rutkowski. Martyrologia, walka i zagłada ludności żydowskiej w dystrykcie radomskim podczas okupacji hitlerowskiej. Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego, nr 15-16, s. 89.
- Bogdan Musial, Niemiecka polityka narodowościowa w okupowanej Polsce w latach 1939-1945, Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej “Pamięć i Sprawiedliwość”, 3/2 (6), 13-35 2004, s. 32.
- Klaus-Peter Friedrich (opracowanie), Die Verfolgung und Ermordung der europäischen Juden durch das nationalsozialistische Deutschland 1933-1945, Tom 4. Polen September 1939 – Juli 1941. München 2011, s. 166 (dok. nr 50).
- Powstanie, działalność i tragiczny los Rad Starszych w dystrykcie radomskim, w tym także radomskiej Naczelnej Rady Starszych przedstawione są w: Krzysztof Urbański, Zagłada Żydów w dystrykcie radomskim. Kraków 2004, Rozdział III; Patrz też: Sebastian Piątkowski, Naczelna Rada Starszych Ludności Żydowskiej Dystryktu Radomskiego Portret zbiorowy członków, pracowników i współpracowników, [w:] Martyna Grądzka-Rejak, Aleksandra Namysło (red. nauk.), Elity i przedstawiciele społeczności żydowskiej podczas II wojny światowej. Katowice-Kraków-Warszawa 2017, s. 17-50.
- AŻIH 211/729, korespondencja Prezydium ŻSS z Delegaturą w Nowym Korczynie, k. 2; AŻIH 211/993, korespondencja Prezydium ŻSS z Delegaturą w Stopnicy, k. 11.
- Krzysztof Urbański, Zagłada Żydów w dystrykcie radomskim. Kraków, s. 88.
- Bejt midrasz (bet midrasz) typ synagogi ze specjalnym pomieszczeniem przeznaczonym do studiów talmudycznych dla chłopców i dorosłych mężczyzn.
- Pewne wyobrażenie, jakiego wsparcia w aprowizacji (Polaków i Żydów) udzielały władze okupacyjne powiatu buskiego dostarcza polecenie starostwa (Wydział Wyżywienia i Rolnictwa) z końca sierpnia 1940 r., by na czas przyjazdu deportowanych (przyjazd nie nastąpił) filia Powiatowej Spółdzielni Rolniczo-Handlowej w Chmielniku wydała na głowę codziennie przez 3 dni: 150 g mąki lub 200 g chleba, 70 g żywności w postaci mąki lub kaszy i 1 kg ziemniaków. AIPN GK 639/28, k. 55.
- Raport starosty Schäfera z 11 stycznia 1940 r. do Szefa Urzędu Gubernatora Generalnego w Krakowie. BArch R 52-III/28, k. 5; Okoliczności przybycia transportów z Radomia na początku grudnia 1940 r. opisał dokładnie oddelegowany do Chmielnika polski pracownik buskiego starostwa. Tłumaczenie na język polski jego relacji w całości jest zawarte w aneksie do niniejszego rozdziału.
- Raport, pochodzący pierwotnie z akt AIPN GK 639/37a, k. 23, przechowywany w kopii w USHMM, został wydrukowany jako dokument nr 209 w: Klaus-Peter Friedrich i Andrea Löw (opracowanie), Die Verfolgung und Ermordung der europäischen Juden durch das nationalsozialistische Deutschland 1933-1945, Band 4. Polen: Generalgouvernement August 1941-1945. München 2011, s. 462-464; Tłumaczenie z języka niemieckiego – RS.
- Więcej informacji o wysiedleniu Żydów z Płocka do GG [w:] Archiwum Ringelbluma, Wstęp do tomu 15 “Wrzesień 1939. Listy kaliskie. Listy płockie”, oprac. Tadeusz Epsztein, Justyna Majewska, Aleksandra Bańkowska.
- W obozie koncentracyjnym Soldau zginęło – według różnych źródeł – od 3 tysięcy do około 30 tysięcy osób. Miały tam miejsce masowe egzekucje. W maju i czerwcu 1940 r. w obozie zamordowano pacjentów z pobliskich zakładów dla umysłowo chorych w liczbie 1558 Niemców i około 250–300 Polaków. Ogólną liczbę więźniów obozu Soldau szacuje się na około 50 tysięcy, a przeciętny stan zaludnienia na 1000 osób. Więzieni byli Polacy, Żydzi polscy, Francuzi z Belgii, Belgowie, Rosjanie i Niemcy. Zamordowano tu 86 polskich duchownych i osoby zakonne. Więźniami specjalnymi byli Żydzi przywożeni w niewielkich grupach przeważnie w celu zagłady z Płocka i Sierpca. Przyczyną śmierci osób osadzonych w Działdowie było wyniszczenie biologiczne, nabyte w warunkach obozowych choroby, rozstrzelanie, uśmiercanie zastrzykiem lub mordowanie w inny bestialski sposób. Dla Żydów deportowanych z Płocka do GG Soldau był obozem przejściowym. Ks. Marian Ofiara, Obóz koncentracyjny Soldau. Przyczynek do monografii. Ateneum Kapłańskie 164(2015), z. 2(636), s. 356-365; Ks. Michał Marian Grzybowski, Obóz hitlerowski w Działdowie w latach 1939-1945. Studia Płockie, tom XXXII/2004, s. 193-204.
- Żydowski Komitet Opiekuńczy Powiatowy w Busku powstał 4.11.1940 r. Przewodniczącym został Josek Topioł. Wkrótce potem powstały delegatury Komitetu w Chmielniku, Nowym Korczynie, Pacanowie, Stopnicy, Szydłowie i Wiślicy.
- Adam Rutkowski. Martyrologia …, s. 92.
- O tyfusie i tyfusie plamistym w Nowym Korczynie i Pacanowie i licznych ofiarach śmiertelnych informował starosta powiatowy Schäfer w raporcie z 28 lutego 1941 r., skierowanym do szefa urzędu Gubernatora Generalnego. Wskazywał, że przyczyną wybuchu epidemii były ciasnota i katastrofalny stan higieny w miejscach zakwaterowania. Dostrzegał w tym zagrożenie także dla funkcjonariuszy niemieckich – w obliczu zapowiadanej zwiększonej obecności wojska (przygotowania do inwazji na ZSRR – RS). Krytykował fakt, że większe miasta pozbywają się niechcianych Żydów, przerzucając wysiłek zapewnienia im aprowizacji i zakwaterowania na małe miasta i gminy. Apelował o wstrzymanie dalszych transportów Żydów do powiatu buskiego. Archiwum Institut für Zeitgeschichte, München, sygn. akt MA 158/, k. 5-9.
- Żydów nie chcieli też w swoich miastach starostowie niemieccy w Nowym Sączu i w Nowym Targu. Usunęli ich z uzasadnieniem, że wymagał tego uzdrowiskowy, względnie letniskowy charakter miejscowości. Szef dystryktu radomskiego i obaj starostowie postąpili podobnie, jak okupacyjne władze Krakowa i Lublina, które usunęły Żydów z tych miast w sierpniu 1940 r., względnie w marcu 1941 r. Tatiana Berenstein, Artur Eisenbach, Adam Rutkowski (zebranie i opracowanie), Eksterminacja Żydów na ziemiach polskich w okresie okupacji hitlerowskiej. Zbiór dokumentów. Warszawa 1957. Dokumenty 18 i 26; Aleksandra Bańkowska (opracowanie), Archiwum Ringelbluma. Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy. Tom 6, Generalne Gubernatorstwo. Relacje i dokumenty. Warszawa 2012. część “Dystrykt krakowski”, dok. nr 2, s. 6; Tadeusz Radzik, Lubelska dzielnica zamknięta. Lublin 1999, s. 29.
- Owe kramy były przedwojennymi żydowskimi jatkami, w których sprzedawano mięso. Było ich osiem, wszystkie ulokowane przy ulicy noszącej za okupacji nazwę “Krzywa” (“Krumme Strasse, do lat 20-tych XX w. najprawdopodobniej Górno-Staszowska, później Mickiewicza). Stanowiły one własność miasta i były dzierżawione przez: Wolf Rzeźnik, Moszek Zylberberg, Icek Grozberg, Szlama Kafel, Jankiel Kafel, Rajzla Kafel, Izrael Kafel, Berek Kafel. Wszyscy oni zalegali z zapłatą czynszu dzierżawnego do kasy miejskiej. Po wrześniu 1939 r. oddali rzeczone lokale do dyspozycji (albo wynajęli) Żydom przybyłym do Stopnicy z Łodzi: Ruchla Ptasznik, Pesachia Szor, Szymek Krameizen, Tauba Wajgman, Łaja Aufman, Moszek Wajntraub, Szajndla Sznelwar, Izrael Salom. Burmistrz Stopnicy i powiernik majątku żydowskiego i bezpańskiego, A. Mielcarek, wychodząc od stwierdzenia, że kramy wybudowane zostały ongiś przez Żydów, postanowili zarejestrować je jako żydowskie, zarządzać nimi i domagać się zapłaty zaległego czynszu – już od aktualnych (łódzkich) użytkowników. Starosta buski uwzględnił jednak skargę Żydów łódzkich. Nakazał burmistrzowi stornowanie roszczeń i wpisanie aktualnej wartości lokali do ksiąg majątkowych miasta, a powiernikowi pozwolił pobierać nowe czynsze od nowych lokatorów. Korespondencja burmistrza Stopnicy ze starostą buskim w czerwcu 1942 r. AIPN GK 639/28, k. 356, 358, 361, 363; Piotr A. Owsiński, Zur Straßenumbenennung in ausgewählten Ortschaften der ehemaligen NS-Kreisstadt Busko während des zweiten Weltkrieges. Colloquia Germanica Stetinensia nr 28(2019), s. 237-254; Wyjaśnienia dotyczące zmian nazw ulic w Stopnicy zawdzięczam pani Marcie Feldo-Stanieczek.
- Wspomnienia Rachel Assia Gerber (Rachel Rozka Asia), zdeponowane w Yad Vashem – The World Holocaust Remembrance Center.
- AŻIH 211. Informacja o działalności opieki społecznej w Busku, Chmielniku, Kielcach i Pińczowie – sygn. 148: Busko. ŻSS. KOP. Akta organizacyjne, b.n.k.; sygn. 271: Korespondencja Prezydium ŻSS z Komitetem Powiatowym w Busku Zdroju, k. 64.
- Michael Sontheimer, “Am Leben bleibt niemand“. Der Spiegel, nr 1/2011; Bogdan Musiał, “Przypadek modelowy dotyczący eksterminacji Żydów”. Początki “akcji Reinhardt” – planowanie masowego mordu Żydów w Generalnym Gubernatorstwie, [w:] Dariusz Libionka (redakcja), Akcja Reinhardt, Zagłada Żydów w Generalnym Gubernatorstwie. Warszawa 2004, s. 15-38.
- Document 2233-PS ze zbioru “Trial of the major war criminals before the International Military Tribunal, Nuremberg 14 November 1945 – 1 October 1946”; patrz też: Werner Präg, Wolfgang Jacobmeyer (opracowanie), Das Diensttagebuch des deutschen Generalgouverneurs in Polen 1939-1945. Stuttgart 1975, s. 452 i nast.
- Budowę pierwszego obozu zagłady w Bełżcu rozpoczęto w październiku 1941 r.
- Document 5574-PS ze zbioru “Trial of the major war criminals before the International Military Tribunal, Nuremberg 14 November 1945 – 1 October 1946”. Tekst dostępny, także w tłumaczeniu na język polski, [w:] Tatiana Berenstein, Artur Eisenbach, Adam Rutkowski (opracowanie), Eksterminacja Żydów na ziemiach polskich w okresie okupacji hitlerowskiej. Zbiór dokumentów. Warszawa 1957, dok. nr 156, s. 295-296.
- Bogdan Musial, Deutsche Zivilverwaltung und Judenverfolgung im Generalgouvernement: eine Fallstudie zum Distrikt Lublin 1939-1944. Wiesbaden 1999, s. 300-301; Konferencja została zorganizowana z polecenia dowódcy SS i Policji w dystrykcie radomskim, Herberta Böttchera, lub wręcz on sam ją zwołał. Stanisław Meducki, Ekonomiczne aspekty eksterminacji Żydów w dystrykcie radomskim, Biuletyn Kwartalny Radomskiego Towarzystwa Naukowego, 1998, z. 1, s. 19.
- Na przekór oczywistym i dowiedzionym faktom, byli funkcjonariusze okupacyjnej administracji cywilnej powszechnie oddalali od siebie w powojennych zeznaniach współudział w przygotowaniach i prowadzeniu akcji eksterminacyjnej. Zgodnie sugerowali poszukiwanie winnych pośród służb policyjnych.
- Christian Gerlach, Krieg, Ernährung, Völkermord. Forschungen zur deutschen Vernichtungspolitik im Zweiten Weltkrieg. Hamburg, 1998, s. 167-257; Czesław Madajczyk, Polityka III Rzeszy w okupowanej Polsce, tom 2. Warszawa 1970, s. 315; o zmniejszaniu liczby kart żywnościowych dla ludności żydowskiej i zmniejszaniu racji żywnościowych w 1942 r. w powiązaniu z planowaną już totalną eksterminacją Żydów w Generalnym Gubernatorstwie – parz Adam Rutkowski, Eksterminacja Żydów …, s. 103; p. też w niniejszym opracowaniu rozdział “Nowe porządki w rolnictwie”, przypisy 5 i 6.
- Adam Rutkowski, Martyrologia, walka i zagłada ludności żydowskiej w dystrykcie radomskim podczas okupacji hitlerowskiej. Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego, 1955, nr 15-16, s. 113-114.
- Akta gminy Zagość / Ewidencja i kontrola ruchu ludności. APKi 2320/15, k. 133, 135.
- Szefem jednostki był SS-Hauptsturmführer Adolf Gottfried Feucht (1909-1945).
- Według zeznań złożonych w 1964 r. przez Waltera Schmidt, byłego funkcjonariusza policji bezpieczeństwa (referat IVC radomskiej Gestapo), do akcji wysiedlania Żydów latem i jesienią 1942 r. wysyłano 10 do 15 funkcjonariuszy radomskiej KdS (Schmidt uczestniczył w akcjach w Radomiu, Busku, Końskich i Ostrowcu). Sonderkommando najczęściej dowodzone było przez SS-Hauptsturmführera Feucht´a. W skład tej jednostki wchodzili różni funkcjonariusze radomskiej Gestapo. Między innymi byli tam SS-Hauptscharführer Walter Schild, SS-Hauptscharführer Friedrich Binder, SS-Untersturmführer Richard Schöggl, Johann Fischer – wszyscy z referatów podległych Feucht´owi. Protokół z przesłuchania jako świadka Waltera Schmidta w dniu 8.1.1964 r. w Ludwigsburgu przez prokuratora Blank´a w Zentralstelle der Landesjustizverwaltungen. Postępowanie przeciwko Johann Hansel, ur. 1911. Staatsarchiv Ludwigsburg (StAL) EL 317 III Bü 902, k. 132-137.
- “Trawniki-Männer”, nazwani przez P. Black´a “żołnierzami ostatecznego rozwiązania”, byli formacją pomocniczą, złożoną z członków załóg wartowniczych w obozach zagłady. W większości rekrutowani byli spośród sowieckich jeńców wojennych (głównie Ukraińcy i Rosjanie) i przeszkalani w obozie szkoleniowym SS w podlubelskich Trawnikach. Peter Black, Prosty żołnierz “akcji Reinhardt”. Oddziały z Trawnik i eksterminacja polskich Żydów, [w:] Dariusz Libionka (redakcja), Akcja Reinhardt, Zagłada Żydów w Generalnym Gubernatorstwie. Warszawa 2004, s. 103-131.
- Jacek Andrzej Młynarczyk, Judenmord in Zentralpolen. Der Distrikt Radom im Generalgouvernement 1939-1945. Darmstadt 2007, s. 271.
- Tatiana Berenstein, O podłożu gospodarczym sporów między władzami administracyjnymi a policyjnymi w Generalnej Guberni (1939-1945), Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego, Warszawa, styczeń – marzec 1965 r., nr 53, s. 71.
- Jacek Andrzej Młynarczyk, Organizacja i realizacja “akcji Reinhardt” w dystrykcie radomskim. [w:] Dariusz Libionka (redakcja), Akcja Reinhardt, Zagłada Żydów w Generalnym Gubernatorstwie. Warszawa 2004, s. 182 i nast.
- Większość danych do opracowania tej tabeli przejąłem z tabeli VII [w:] Adam Rutkowski, Martyrologia, …, s. 148-149. Rutkowski wykorzystał archiwalia zgromadzone w Żydowskim Instytucie Historycznym. Były to dokumenty Centrali Pomocy dla Żydów (Jüdische Unterstützungsstelle – JUS) teczki nr nr 39, 40, 197, 257, 457, 463; odpowiedzi powiatowej (Busko) i gminnych rad narodowych na ankiety rozsyłane przez ŻIH; ponumerowane zeznania świadków tamtych wydarzeń: Daniela Fiszgartena 254 i Jakuba Zająca 291; wydana przez polskie podziemie “Informacja Bieżąca” nr 45 z 3.12.1942.
- Protokół z przesłuchania jako świadka Johann´a Brezinschek, byłego żandarma w Busku, w dniu 8.5.1970 r. w Voitsberg (Austria) w obecności dwóch funkcjonariuszy policji kryminalnej z Hamburga. Jednostka archiwalna 18 Js 597/67. Postępowanie Prokuratury Stuttgart przeciwko dr Wilhelm Schäfer, ur. 1903, zamieszkały w Tybindze, w związku z zagładą Żydów na terenie powiatu Busko (Polska); deportacja Żydów do KZ Treblinka 1967,1977. Staatsarchiv Ludwigsburg (StAL) sygn. EL 317 III Bü 904.
- AŻIH 301/254, k. 1. Cyt. za: Eugeniusz Fąfara, Gehenna ludności żydowskiej. Warszawa 1983, s. 184.
- Zofia Peretiatkowicz była właścicielką restauracji w Willi “Wiślica” przy ówczesnej ulicy Parkowej 38 (wcześniej ulica Zakładowa, a po 1945 r. ulica 1-Maja).
- AŻIH 301/5698 – Wspomnienia Zofii Peretiatkowicz z 1960 r., cyt. za: Karolina Trzeskowska-Kubasik, Mieszkańcy Buska-Zdroju niosący pomoc ludności żydowskiej. Wybrane przykłady; tejże: Getto w Busku-Zdroju (Kreishauptmannschaft Busko, dystrykt Radom). Artykuł opublikowany 24.03.2021 r. na portalu internetowym “Przystanek Historia”. Dostęp: grudzień 2024.]/note].
Relacja Jakoba Rosenberga: „O godzinie 4-tej nad ranem zabrano całą ludność zwykłymi furmankami, takimi jak się woziło w Polsce nawóz na pola. Te furmanki prowadzili polscy furmani, chłopi. (…) I zawieźli nas do Pińczowa. (…) W Pińczowie nie dali nam nawet zejść z tych furmanek, tylko kazali nam jechać tymi samymi furmankami dalej. I tak zajechaliśmy do Jędrzejowa. W Pińczowie dobrali i dołączyli do naszego transportu jeszcze inne furmanki załadowane Żydami. I wszystkich dowieźli do Jędrzejowa na stację kolejową. Tutaj na tej stacji kolejowej były już przygotowane dla nas wagony kolejowe. Były to wagony towarowe z małymi okienkami, przeciągniętymi drutami. Nie dali nam nic zabrać ze sobą. Nie mieliśmy żadnych rzeczy ze sobą. Najwyżej można było mieć coś małego w kieszeni. Nikt nam nie powiedział, dokąd jedziemy. Na stacji było pełno Niemców. W transporcie tym była cała moja rodzina i mnie także tam załadowano. Po załadowaniu zamknęli wagony. Nie mieliśmy nic do jedzenia, nic nam nie dali do picia”49Yad Vashem, 03/3553, k. 6. J. Rosenberg, Zeznanie. Cyt. za Krzysztof Urbański, Zagłada Żydów w dystrykcie radomskim. Kraków, s. 177.
- Cyt za: Eugeniusz Fąfara, s. 185.
- AIPN BU 2448/321, b.n.k.
- Leopold Wojnakowski, Z dala od Wykusu. Łódź-Kielce 1988, s. 107.
- Więcej o H. Wagnerze w rozdziale “Okupacyjna administracja rolna”.
- Protokół z przesłuchania H. Wagnera. Staatsarchiv Ludwigsburg (StAL). Akta postępowania przeciwko nieznanemu sprawcy (gegen Unbekannt), Wilhelm Schäfer i Johann Hansel. Sygn. EL 317 III Bü 902, k. 241-258.
- Więcej o Reinholdzie, zastępcy starosty, w rozdziale “Poszczególni urzędnicy niemieccy”.
- Odpis protokołu z przesłuchania L. Korz´a z dnia 12.6.1963 r. w charakterze świadka w postępowaniu Prokuratury Monachium (München) I, nr akt 1a Js 311/60, przeciwko b. żandarmowi z Nowego Korczyna, Stürmann. Odpis protokołu sporządzonego przez Bawarski Urząd Kryminalny (Landeskriminalamt Bayern) jest zdeponowany w aktach postępowania Prokuratury Stuttgart nr 18 Js 597/67 (Dochodzenie przeciwko Wilhelm Schäfer z powodu zagłady Żydów na terenie powiatu Busko (Polska); deportacja Żydów do KZ Treblinka (Polska). Staatsarchiv Ludwigsburg (StAL) AL EL 317 III Bü 475, k. 54-63.
- Około 500 Żydów wywieziono 8.9.1942 r. z Pierzchnicy do Chmielnika. Pierzchnica, [w:] Shmuel Spector (redakcja) Encyclopedia of Jewish Life Before and During the Holocaust. New York 2001, s. 987.
- Wolfgang Curilla, Der Judenmord in Polen und die deutsche Ordnungspolizei 1939-1945. Padeborn München Wien Zürich 2011, s. 499-501. Autor przywołuje kilkakrotnie w przypisach akt oskarżenia Prokuratury Innsbruck z dnia 14.12.1967 r., raport końcowy tej prokuratury z 7.7.1967 r. (sygn. 5 St 2394/65; k. 86-87) oraz wyrok z 28.3.1969 r. Sądu Krajowego w Grazu, sygn. 4 Vr 1707/68, k. 1-2). Wyrok Sądu w Grazu dotyczył m.in. dowódcy kieleckiej Hauptmannschaft żandarmerii, Gerulfa Mayera, którego skazano na jedenaście lat ciężkiego więzienia m.in. za uczestnictwo lub dowodzenie w akcjach deportacyjnych w Tomaszowie Mazowieckim, Chmielniku, Chęcinach i Jędrzejowie oraz w pacyfikacji Skałki Polskiej; Więcej o przestępstwach Gerulfa Mayera i jego skazaniu w: Tomasz Domański, Hauptmann Gerulf Mayer i pacyfikacja Skałki Polskiej. Dodatek IPN. Dodatek Historyczny 2018/3.
- Eugeniusz Fąfara, s. 190.
- Protokół z przesłuchania Herberta Siegmunda Pohse [kierownik Urzędu Pracy w Busku w okresie od października 1941 do 13 stycznia 1945 r.] w charakterze świadka w dniu 22.3.1966 r. w Uelzen w ramach prowadzonego przez Centralę Badania Zbrodni Narodowosocjalistycznych w Ludwigsburgu wstępnego postępowania “Rozpoznanie okoliczności mordu na ludności żydowskiej i polskiej na terenie powiatu Busko / Dystrykt Radom (Polska) w latach 1942 do 1945”. Akta Prokuratury w Mosbach. BArchL B162/6208 Bd. 5, k. 916.
- Protokół z przesłuchania H. Wagnera w dniu 5.5.1965 r. Staatsarchiv Ludwigsburg (StAL), Akta postępowania przeciwko nieznanemu sprawcy (gegen Unbekannt), Wilhelm Schäfer i Johann Hansel. Sygn. EL 317 III Bü 902, k. 241-258.
- Relacja A. i Mary Kleinhandler w: Chmielnik Memorial Book Pinkas Khmielnik, s. 747 (wskazanie na to źródło w: Sara Bender, Żydzi z Chmielnika w czasie okupacji niemieckiej (1939-1943), Studia i Materiały, nr 3/2007, s. 54, przyp. 49). Cyt za: stroną internetową Ośrodka Edukacyjno-Muzealnego “Świętokrzyski Sztetl” / Sztetl Chmielnik / Zagłada. Dostęp: grudzień 2025.
- Amelia Barbara Sołtysiak, Chmielnik i ja, Kielce 2007, s. 101-103.
- Michał Marusieński, Zygzakowate życie, Wspomnienia 1911-1949. Kraków 1991, s. 152-154.
- Obie fotografie przejęte z: Stanisław Rogala, Chmielnik – miasto i gmina. Kielce 2003, s. 88-89.
- Sara Bender, Żydzi …, s. 56.
- Kopia akt OKBZH w Kielcach (mikrofilm) w Staatsarchiv Hamburg, sygn. 213-12_0600.
- Krzysztof Urbański, Zagłada …, s. 182.
- Dostęp do tego fragmentu akt OKBZH w Kielcach (mikrofilm, kopia akt polskich i w jęz. polskim) otrzymałem w Staatsarchiv Hamburg (obowiązywał tam zakaz fotografowania akt) – sygnatura St.Arch. Hamburg 213-12_0600.
- Curilla przywołuje (s. 496-497) treść raportu końcowego Prokuratury w Innsbrucku z dnia 7.7.1967 r. (sygn. 5 St 2394/65; k. 92). Przytacza także treść akt Prokuratury w Monachium (StA München I 1a Js 311/60, k. 235, 401), do których nie dotarłem; Danuta Glaser, Holocaust, Z Życia Gminy (Pacanów), nr 6/1999, s. 10.
- Zeznania do protokołu mieszkańców Nowego Korczyna i okolic, Władysława Woźniaka i listonosza J. Rączki. Eugeniusz Fąfara, s. 199-200.
- Teresa Ginalska, Nowy Korczyn. Gmina u zbiegu Wisły i Nidy, Krosno 1999, s. 51-53.
- Krzysztof Urbański, Zagłada …, s. 178; A. Rutkowski pisał o 300 Żydach nowokorczyńskich, których wysłano do Pacanowa w dniu 3.11.1942 r.
- Stephan Lehnstaedt, Nowy Korczyn, [w:] Encyclopedia of Camps and Ghettos 1939-1945, Vol. II, Ghettos in German-Occupied Eastern Europe, Part A, red. P. Megargee, M. Dean, Bloomington 2012, s. 261-262.
- Krzysztof Urbański, Zagłada …, s. 178; A. Rutkowski podał w swoim opracowaniu miesiąc październik 1942 roku jako czas deportowania Żydów z Pacanowa.
- W protokole z przesłuchania (rok 1945) w charakterze świadka Stanisława Zuchary (wójta gminy Pacanów) zapisano, że Żydzi, zamordowani przez żandarmów i “sonderdienstów”, pochodzili z Pacanowa, Stopnicy i Staszowa. Nieznane są ich nazwiska. Zostali pochowani przez “Milicję Żydowską” na cmentarzu żydowskim w Pacanowie, a groby ich zrównano z ziemią. AŻIH 337/E-561.
- Jolanta Kraemer, Pacanów, [w:] Encyclopedia of Camps …, s. 273-274.
- Zdzisław Kondratowicz, Z Życia Gminy (Pacanów), nr 6/1999, s. 10.
- Henryk Smarzyński, Powiat Busko-Zdrój. Przed 1.9.1939 i w okresie okupacji niemieckiej w latach 1939-1945. Kraków 1960, s. 215.
- Jolanta Kraemer, Pińczów, [w:] Encyclopedia of Camps …, s. 276-278.
- Wspomnienia Stanisława Jaklewicza, zatytułowane “Ostatnie dni Żydów w Pińczowie podczas okupacji” zostały opublikowane w styczniu 2013 r. na portalu internetowym “Pińczów. Serwis Internetowy”. Dostęp: maj 2025.
- Niedziela Różańcowa obchodzona jest w pierwszą niedzielę października. Wówczas był to 4-ty, a nie 1-szy października.
- Informacje o lokalizacji tego getta pochodzą ze spisanych przez Martę Feldo-Stanieczek wspomnień mieszkającego od dziecka w Stopnicy (ur. 1927) Tadeusza Studzińskiego.
- Informacje o lokalizacji getta utworzonego w 1942 r. pochodzą ze spisanych przez Martę Feldo-Stanieczek wspomnień mieszkającej od dziecka w Stopnicy (ur. 4.7.1906) Heleny Kolasińskiej.
- Protokół z przesłuchania w dniu 14 marca 1946 r. w charakterze świadka Jana Wojciechowskiego (podczas wojny sekretarz gminy) przez Członka Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Radomiu, ekspozytura w Stopnicy, sędziego A. Stanulę. AIPN GK 179/114, k. 125-127;Zeznania Jana Maja z 6.02.1947 r., złożone na posterunku Milicji Obywatelskiej w Stopnicy. AIPN GK 179/114, k. 188-191.
- A. Rutkowski pisał o pięciu tysiącach Żydów wysłanych w tamtych dniach do Treblinki. Przywołał: (a) dokumenty zdeponowane w ŻIH, tj. JUS (Jüdische Unterstützungsstelle) teczka 414, (b) Marek Turkow, Małka Owsiana opowiada. Pamiętnik naocznego świadka opracowany przez M. Turkowa (jęz. żyd.). Buenos Aires 1946, s. 54, 56, 60 i 61. Adam Rutkowski, Martyrologia, …, s. 148 i 170.
- Protokół z przesłuchania w dniu 4 października 1945 r. w charakterze świadka Stefana Kwiatkowskiego (wójta gminy Wolica) przez sędziego Sądu Grodzkiego w Stopnicy, A. Stanulę. W protokole zapisano: “Co do Żydów – pogrzebani na cmentarzu żydowskim, a groby ich zrównane z ziemią. W krótkim czasie przybyło ruchome krematorium, osłonili miejsce zbiorowych grobów i przeprowadzili tajemniczą akcję, po której jedynie stwierdzono świeżo rozkopaną ziemię”. AŻIH 337/10, k. 329-330.
- Jolanta Kraemer, Stopnica, [w:] Encyclopedia of Camps …, s. 320-322.
- Świadek Jan Wojciechowski zeznawał w 1946 r., że likwidacja małego getta przebiegła bez rozlewu krwi. Świadek Tadeusz Studziński, podówczas jeszcze małoletni, przedstawił w swoich wspomnieniach (spisanych w lutym 2025 r. przez Martę Feldo-Stanieczek) okoliczności zastrzelenia około 20 osób narodowości żydowskiej najprawdopodobniej latem 1943 r. – bez jednoznacznego jednak stwierdzenia, że ów mord miał związek z likwidacją małego getta.
- Franciszek Faliszewski, Kartki z przeszłości ruchu ludowego w byłym powiecie stopnickim. Warszawa 1965, s. 45.
- Franciszek Faliszewski i Hipolit Zielnica byli pracownikami Oddziału “Społem” w Stopnicy.
- W szpitalu św. Karola w Stopnicy pracowały siostry ze Zgromadzenia Sióstr Męki Pana Naszego Jezusa Chrystusa (Pasjonistki). O ich pomocy Żydom w czasie okupacji niemieckiej więcej w rozdziale “Duchowieństwo zakonne”.
- Wacław Hetnarski, Ze Stopnicy do Itaki. Pamiętniki chemika. Krosno 2009, s. 76-79.
- Żandarmerię w Szydłowie stanowili w większości Chorwaci i Ukraińcy. Józef Garaś, Czesław Gołąbek, Bogdan Kobuszewski, Tadeusz Tarnogrodzki (opracowanie), Wspomnienia żołnierzy GL i AL. Warszawa 1962, s, 438.
- Ks. Paweł Mazanka, Z historii szydłowskich Żydów. Kurier Ziemi Szydłowskiej nr 2(55)2015, s. 33-34; Julia Poniewierska, ks. Paweł Mazanka, Zagłada Żydów z Szydłowa. Kurier Ziemi Szydłowskiej nr 1(66)2019, s. 18-19.
- Wspomnienie Joska Goldsztejn ze staszowskiego “shopu”, przytoczone przez: Krzysztof Urbański, Zagłada …, s. 182-183.
- Protokoły z przesłuchań w charakterze świadków – w dniach 17, 23 i 31 lipca i 6 sierpnia 1947 r. odpowiednio Michała Sochy, Stanisława Łukawskiego, Zofii Szeferowej z d. Rayska i Jana Panek przez Członka Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich Rejonu Sądu Okręgowego w Radomiu, Ekspozytura Sąd Grodzki w Staszowie, w osobie b. Sędziego Albina Walkiewicza, adwokata w Staszowie.
- Udział żandarmów z Nowego Korczyna w deportacji Żydów szydłowskich odnotował Curilla (s. 496), przywołując akta Centrali Badania Masowych Zbrodni Narodowosocjalistycznych przy Prokuraturze Dortmund (Zentralstelle im Lande Nordrhein-Westfalen für die Bearbeitung von nationalsozialistischen Massenverbrechen bei der Staatsanwaltschaft Dortmund): ZStD 45 Js 16/72 zarządzenie (Verfügung) z 7.4.1976, s. 2.
- Cyt. za: Eugeniusz Fąfara, s. 91-93.
- Wincenty Sobolewski, Pamiętnik 1940-1969, Sandomierz 2013, T.2, s. 216.
- Curilla wskazał (s. 498) na wiodącą rolę żandarmerii z Nowego Korczyna w akcji wysiedlenia Żydów z Wiślicy. Oparł się w swoich stwierdzeniach na aktach: (a) Centrali Badania Masowych Zbrodni Narodowosocjalistycznych przy Prokuraturze Dortmund (Zentralstelle im Lande Nordrhein-Westfalen für die Bearbeitung von nationalsozialistischen Massenverbrechen bei der Staatsanwaltschaft Dortmund – ZStD): ZStD 45 Js 25/64 – zarządzenie (Verfügung) z 7.4.1966, s. 7 i 8, zarządzenie z 12.9.1966, k. 12; (b) Prokuratury Innsbruck: akt oskarżenia z dnia 14.12.1967 r., k. 47; raport końcowy tej prokuratury z 7.7.1967 r. (sygn. 5 St 2394/65; k. 94, 97 i 98), w którym wskazuje się na dowódcę posterunku żandarmerii (Austriaka) jako dowodzącego akcją i w którym zawarte są zeznania tego dowódcy. Wymieniony tu akt oskarżenia dotyczył Gerulfa Mayera, szefa kieleckiej Hauptmannschaft żandarmerii.
- O wymuszanej przez Niemców obecności członków Służby Budowlanej przy egzekucjach lub przy wysiedlaniu ludności żydowskiej – patrz rozdział “Baudienst”, przypis 4.
- Samuel Fishman and Alexander Kruglov (tłum. z j. jidysz na j. angielski: Steven Seegel), Wiślica, [w:] Encyclopedia of Camps …, s. 340-342.
- Rejestr miejsc i faktów zbrodni popełnionych przez okupanta hitlerowskiego na ziemiach polskich w latach 1939-1945. Województwo kieleckie. Ministerstwo Sprawiedliwości. Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Warszawa 1980, s. 292. Przytoczone tu źródła: AGK, Ankieta OK Kielce, “Wysiedlenia”, Wiślica; AGK, Ankieta OK Kielce, “Represje na ludności żydowskiej” Wiślica; WAP Kielce (dziś APKi), Zespół Deleg. Prok. Gen. RP w Kielcach, sygn. 612.
- Tekst wspomnień Yitzchaka Kazimierskiego (tłum. z j. jidysz na j. angielski : Sara Mages), został zamieszczony w j. polskim na stronie internetowej Urzędu Miasta i Gminy Wiślica, który przytaczam tu w pełnym brzmieniu. Dostęp: styczeń 2025.